Krajowy Klub Iluzjonistów

    Na przestrzeni wieków, w rozwoju „magicznej sztuki” można wyróżnić kilka kierunków, których twórcami byli uznani iluzjoniści, których dokonania pozostawiły ślad w historii sztuki tworzenia złudzeń. Każdy z tych kierunków, rodził się z potrzeby czasu i celów jakie im wyznaczano.
    W starożytności, sztuka zwodzenia niemal na wszystkich kontynentach była w rękach kapłanów, szamanów i czarowników. To oni przy jej pomocy, oddziaływali na wiernych, przekonując ich o swojej niczym nieograniczonej mocy. Byli wśród nich „jasnowidzący”, „brzuchomówcy” i „wróżbici”. Egipscy i babilońscy kapłani, opierając się zresztą na wiadomościach z dziedziny fizyki, matematyki, astronomii, mechaniki i chemii, byli wynalazcami wielu urządzeń, które dzisiaj możemy w pewnym sensie traktować jako szczególne akcesoria iluzjonistyczne służące im do wywoływania efektów akustycznych i optycznych. Tak np. w ruinach Niniwy archeolodzy znaleźli kryształową płasko – wypukłą soczewkę, która – jak stwierdzono – służyła do wzniecania świętego ognia. Wykorzystywano ją do zapalania płomienia przed statuą babilońskiego boga. Im bogatsza była ofiara, tym większy buchał płomień. Z biegiem lat efekty iluzjonistyczne będące środkami oddziaływania kapłanów – iluzjonistów na wiernych, stawały się coraz bardziej powszechne. Historia starożytna pęcznieje od opowieści, legend i przekazów o niezwykłych „cudach” zaistniałych w świątyniach. Wiele z nich zostało dokładnie opisanych, a niekiedy nawet wyjaśniono ich sekrety. Najwięcej uwagi – co oczywiste – poświęcono „magicznym automatom”, które zadziwiały nawet ówczesnych władców.
    Jeżeli w starożytności pozycja kapłanów – iluzjonistów w hierarchii społecznej była bardzo wysoka, to z nadejściem naszej ery zmieniła się ona diametralnie. Pierwszy wystąpił przeciwko iluzjonistom – cudotwórcom cesarz Tyberiusz (panował 14 – 37r.n.e), kategorycznie zabraniając wykonywania trików iluzjonistycznych w trakcie obrzędów odprawianych przez kapłanów celtyckich i druidów. Podobne stanowisko w pierwszych wiekach ery chrześcijańskiej zajął Kościół, który zdecydowanie tępił świeckie rozrywki, a wśród nich sztukę zwodzenia. Dopiero w wieku XV wędrowni kuglarze pojawili się na targowiskach demonstrując gawiedzi proste efekty iluzjonistyczne wśród których brylował trik z trzema kubkami oraz tzw. „ścięcie św. Jana Chrzciciela” oparty zresztą na pomyśle pochodzącym ze starożytności, którego prekursorem był Dedi prezentujący podobne efekty na ptakach. Pokazy te – mające charakter ludyczny – ograniczały się wyłącznie do miejskich targowisk i placów. Występy owych sprawnych, zręcznych i sprytnych kuglarzy miały również inny charakter... Przy okazji przepowiadali oni przyszłość, tłumaczyli znaki i sny, a przy sposobności – kolportowali najświeższe wiadomości ze świata. Można było spotkać wśród nich również meteorologów i znachorów sprzedających przygotowane prze siebie w największej tajemnicy najdziwniejsze leki, które nikomu nie pomagały, ale i nie szkodziły. W tych drobnych oszustwach należy – być może – szukać przyczyny pogardliwego znaczenia słowa „kuglarz”. Pod koniec XVI wieku, prawdopodobnie na skutek książek Jeana Cautaresa wydanych w Anglii, nad iluzjonistami ponownie zawisły czarne chmury. Król Jakub I po wstąpieniu na tron w 1603 roku wydał rozkaz zniszczenia wszystkich egzemplarzy tych książek, znajdujących się w obiegu. Na kilkadziesiąt lat, wędrowni kuglarze znikli z placów targowych.
    Pod koniec XVIII wieku w Europie Zachodniej ukazały się książki, które propagowały zupełnie nowy repertuar iluzjonistyczny oparty na naukowych doświadczeniach i eksperymentach. Można było z nich wywnioskować, że ówcześni iluzjoniści usiłowali wykorzystać dla swych celów powszechny pęd do nauki i techniki. Stopniowo odrzucali głęboko zakorzenioną w sztuce iluzji mistykę, pozując na prekursorów nauki i techniki. Godnym odnotowania jest fakt, że sami o sobie nie mówili, że są magami bądź czarodziejami, ale określali się jako „eksperymentatorzy naturalnej magii”. W różnych formach – skutecznej zresztą reklamy – podkreślali, że ich naczelnym zadaniem jest zaznajomienie społeczeństwa za pomocą efektów iluzjonistycznych z „nowinkami” nauki i techniki. Byłoby błędem sądzić, że wiedza owych iluzjonistów była bardzo powierzchowna. Nowy typ działalności zmuszał ich bowiem do systematycznego studiowania fizyki, chemii, wymyślania i przygotowywania nowych efektów trikowych, które bardziej przypominały doświadczenia naukowe niż triki z kręgu sztuki złudzeń. W tym okresie pojawiły się takie triki jak „wyłapywanie pocisku wystrzelonego z pistoletu”, „Posłuszne ryby” podążające za ruchami ręki eksperymentatora, „czarnoksięska latarnia” itp. Działalność iluzjonistów „eksperymentatorów” przyczyniła się do powstania w późniejszym okresie bardziej wyszukanego stylu w prezentowaniu trików iluzjonistycznych, zwanego „salonowym”. Przeobrażenia te dokonywały się jednak stopniowo i na nowe w sztuce iluzji trzeba było oczekiwać jeszcze wiele lat.
    Do repertuaru „eksperymentatorów naturalnej magii” powoli wkraczały również „magiczne automaty”. Niektóre z nich niezwykle upodobnione do żywych ludzi i nie tylko, inspirowały twórczość znakomitych pisarzy. Poprzez literaturę piękną przetrwały do naszych czasów. Tak np. Friedrich von Knaus, dyrektor fizyczno – matematycznego gabinetu na wiedeńskim cesarskim dworze, po 20 latach pracy zbudował trzy mechaniczne ludzkie postacie posiadające umiejętność pisania piórem na papierze. W roku 1771 ten sam konstruktor wykonał figurę muzykanta grającego na flecie. Doskonałość jej wyrażała się unoszeniem przez grajka palców, poruszaniem wargami i głową. Wszystkie dotychczasowe cuda techniki przyćmił jednak „Gabinet automatów” otwarty w 1770r. przez węgierskiego szlachcica Wolfganga von Kempelena. Sensacją światową stał się jednak skonstruowany przez niego automatyczny szachista. Automat wyobrażał postać Turka, naturalnych ludzkich wymiarów, siedzącego z podkurczonymi nogami przed skrzynią wielkości 120x80cm. Na skrzyni leżała szachownica. Wewnątrz skrzyni zamontowany był złożony system kół, trybów i dźwigni. W szufladzie natomiast Kempelen przechowywał komplet figur szachowych. „Turek” podejmował grę w szachy z dowolnym graczem i wygrywał z reguły najbardziej trudne partie. Niektórzy zachodni historycy powołując się na pamiętniki Roberta Houdina – jednego z najwspanialszych iluzjonistów wszechczasów – podają, iż „Turek” wygrał partię szachów z Katarzyną II, która w gniewie poleciła skonfiskować automat. W jego wnętrzu znaleziono beznogiego polskiego powstańca. Jest to jednak opowieść nie poparta żadnymi dowodami, można więc wątpić w jej autentyczność. Ten i podobne automaty zdumiewały rzesze widzów precyzją w naśladowaniu człowieka, będąc w gruncie rzeczy wyobrażeniem ze snu.
    W okresie rozkwitu „eksperymentatorów naturalnej magii” pojawił się również nurt szalbierski, którego przedstawiciele znając niektóre triki iluzjonistyczne, stosowali je w celach oszukańczych dla osiągnięcia zysków. Tego rodzaju zajęciem parali się również alchemicy. Nie mogąc wynaleźć środka na produkcję złota, „produkowali” ten poszukiwany kruszec metodami iluzjonistycznymi. Najprostszą z nich była metoda „na mieszanie tajemniczych płynów”. „Alchemik” wlewał do tygla różnego rodzaju płyny, które mieszał laska magiczną; następnie przecedzał miksturę. Na cedzaku osiadały drobiny czystego złota. Chętnych na kupno tajemniczych płynów znajdowało się wielu. Złota wprawdzie z nich nie wyprodukowali, ale sprytni sprzedawcy owych preparatów byli już daleko od miejsca transakcji i nic im nie groziło. A że cel uświęca środki, grono iluzjonistów szalbierz powiększało się z dnia na dzień. Złą sławą w historii sztuki złudzeń zapisali się tacy mistrzowie „magicznej laseczki” jak Giuseppe Balsamo (Alexander Cagliostro) urodzony w Palermo na Sycylii w 1743 roku czy Giacomo Giovani (Casanova di Seingalt ur. w 1725r.). Czytelnika zainteresowanego ich działalnością odsyłam do książki „Jak Pan to robi” mojego autorstwa.
    W wieku XIX i pierwszej połowie XX, sztuka iluzji posłużyła mniej lub bardziej szczytnym ideom politycznym. Posłużę się tu kilkoma przykładami... Joseph Vanek (1818 – 1899) były wykładowca fizyki na uniwersytecie w Budapeszcie, w okresie Wiosny Ludów działacz ruchu wyzwoleńczego, po stłumieniu rewolucji zbiegł do Turcji, gdzie jako iluzjonista prezentował triki „mocnych wrażeń” przekazując za ich pomocą i odpowiednich tekstów skojarzenia z wypadkami jakie miały miejsce podczas rewolucji, a o których pisano w codziennej prasie.
    Nieco wcześniej, w dniach rewolucji francuskiej, młody Belg Etienne Gaspard Robertson (1763 – 1837) pełen wiary w słuszność i zwycięstwo zbuntowanego ludu, urządzał seanse iluzjonistyczne w zaniedbanej kaplicy w pobliżu placu Vendome. W nikłym oświetleniu stwarzającym atmosferę niesamowitości i tajemniczości, Robertson wywoływał duchy zmarłych bohaterów rewolucji i legendarnych postaci walczących o wolność swojego narodu jak np. Wilhelma Tella. Po przewrocie Napoleona, Robertson całkowicie zmienił repertuar, który teraz służył „małemu kapralowi”.
    Napoleon III, przekonany o dużej sile oddziaływania sztuki iluzji na współczesnych, a szczególnie mieszkańców kolonii zamorskich, uznał widocznie, że sztuka zwodzenia może również dokonać cudów, gdyż wyprawił znakomitego fachowca w tej dziedzinie – Roberta Houdin – z misją dyplomatyczną do Algieru. We wrześniu 1856 roku w miejskim teatrze w Algierze, przy wypełnionej sali, Robert Houdin przedstawił widowisko, które, jak sądził Napoleon III, winno oczarować dostojników tego kraju. I rzeczywiście... Pod koniec spektaklu na widowni zapanowała panika. Widzowie zaczęli pchać się do wyjścia, w przekonaniu, że szyderczo uśmiechający się ze sceny czarnoksiężnik może uczynić wszystko co zechce, lepiej więc zejść mu z oczu. Lęk widzów przed nim, przekonał go, ze zdołał zaszczepić w widzach lęk przed swoja siłą, a takie właśnie było jego posłanie. Dalsze spektakle nie potwierdziły jednak pierwszego sukcesu. Na przekór nadziejom Ministerstwa Spraw Zagranicznych Francji wykorzystanie zdolności Houdina dla celów politycznych okazało się równe zeru.
    Podobne przedsięwzięcie podjęła Francja przy współudziale innego iluzjonisty. Wybrańcem losu został w tym przypadku cieszący się dużą sławą prestidigitator Bernhard Marius Cazeneueve, nazywany „cesarzem prestidigitatorów”. W drugiej połowie XIX wieku w centrum zainteresowania polityków francuskich znajdował się Madagaskar. Tam też wysłano Cazeneuve’a ze specjalna misją. Miał pokrzyżować plany Anglii w nawiązaniu kontaktów z premierem Madagaskaru. Jego pobyt w tym kraju był jednym wielkim widowiskiem operetkowym. On i dyplomaci prześcigali się w prezentowaniu efektów iluzjonistycznych. Faktem jednak pozostaje, że w wyniku działań Cazeneuve, Królowa Madagaskaru zerwała umowy z brytyjskim rządem i podpisała umowę o ogromna pożyczkę z bankiem francuskim. A, że historia lubi się powtarzać, pomni sukcesu Cazeneueve’a Anglicy w roku 1891 wysłali do Maroka iluzjonistę Douglasa Bofora, aby swymi umiejętnościami pozyskał względy sułtana Maroka dla Anglii. Tym razem misja się nie udała. Anglia zmuszona była odstąpić swoje pozycje w Maroku na rzecz Francji, w zamian za swobodę działań w Egipcie. Podobne fiasko poniósł iluzjonista angielski Gaspar Maskelyne wysłany przez rząd angielski do Afryki, aby swoimi umiejętnościami pomóc w stłumieniu ruchu narodowo – wyzwoleńczego Mau – Mau w Kenii. Z oczywistych powodów misja ta musiała zakończyć się fiaskiem, a Kenia w roku 1963 wywalczyła niepodległość.
    W początkach najbardziej mrocznych lat rządów hitlerowskich w III Rzeszy pojawił się czeski iluzjonista narodowości żydowskiej Eryk Jan Steinschneider (1889 –1933), który swoja karierę rozpoczął od prezentacji seansów mnemotechniki, pozornej telepatii i „jasnowidztwa”, zadziwiając widzów odgadywaniem faktów z ich życia. Nic, więc dziwnego, że jego osobą szybko zainteresowali się ludzie z otoczenia Hitlera. Popierający jego działalność dygnitarze hitlerowscy wybudowali mu w zachodniej części Berlina pałac okultyzmu dla celów naukowych, który faktycznie był teatralnym gmachem wyposażonym w niezwykle przemyślną aparaturę trikową i podsłuchową. Dzięki tym urządzeniom Hanussen - bo taki miał pseudonim – uzyskiwał nadzwyczajne akustyczne i optyczne efekty, którymi uzupełniał własne braki aktorskie podczas pompatycznych spektakli. Zbierając informacje do „politycznych przepowiedni” od wysoko postawionych hitlerowskich dygnitarzy, Eryk Jan Steinschneider zaplatał się w niebezpieczne intrygi i popadł w niełaskę Gebelsa. Jasnowidz III Rzeszy zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a jego ciało znaleziono w lesie w przydrożnym ścieku. Tematowi telepatii, jasnowidztwa i innym pozornie nadnaturalnym zjawiskom, poświęcę artykuł w jednym z następnych numerów „HP”.
    Ale XX wiek, to również gwałtowny rozwój sztuki iluzji, idący w kierunku wielkich widowisk – rewii iluzji, gromadzących na widowniach tłumy ludzi oczekujących od iluzjonistów feerycznych pokazów, zapierających dech w piersiach i przypominających o niedoskonałości ludzkich zmysłów. Ten kierunek w sztuce iluzji preferowali Kalanag, Horacy Goldin, Siegfried i Roy, David Copperfield, Hans Klok, Peter Marvey i inni. Równolegle z tym kierunkiem znaczne postępy poczynili iluzjoniści, którzy wybrali dla swych występów kameralne warunki w kawiarniach, klubach, kasynach i prywatnych salonach, w których prezentują drobne efekty iluzjonistyczne, wprawiające widzów w zdumienie i oczarowanie. Jakie jeszcze trendy pojawią się w tej zadziwiającej sztuce, czas pokaże.

Caroni
© 2005 - 2014 by Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu.