Krajowy Klub Iluzjonistów

    Pod koniec XIX i na początku XX wieku, rozwinął się ruch spirytystów i okultystów. Jak by ich nie nazwać, byli to faktycznie iluzjoniści, którzy świadomie zeszli na manowce sztuki złudzeń, obierając drogę zakamuflowanego oszustwa, które miało potwierdzić posiadanie nadprzyrodzonych właściwości, przedstawicieli tych kierunków. Jeżeli bum na zjawiska spirytystyczne dość szybko zaniknął, to wiara w istnienie nadprzyrodzonych sił z którymi mogą obcować tylko wybrańcy odżyła w nowych kierunkach do których zaliczono telepatię, telekinezę i jasnowidzenie. W wieku XX, a i w czasach nam współczesnych, szczególnie na łamach prasy brukowej pojawiają się od czasu do czasu artykuły gloryfikujące ludzi obdarzonych jakoby tajemniczymi właściwościami parapsychicznymi, które umożliwiają im wywoływanie tzw. zjawisk niewyjaśnionych. W Polsce w latach 20 – tych minionego wieku odkryto „medium” – Stanisławę Tomczyk, która nieodgadnioną siłą metafizyczną, potrafiła utrzymać w powietrzu – między dłońmi – drobne lekkie przedmioty. Ba! Potrafiła nawet siłą emanującą z jej rąk, przechylać szale wagi w dół lub w górę. Te trudne do wyjaśnienia zjawiska jak twierdzono były możliwe do wywołania tylko i wyłącznie za pomocą sił poza fizycznych. I byłaby Stanisława Tomczyk jeszcze przez wiele lat prekursorką parapsychologii, gdyby nie wścibski fotograf, który bez wiedzy medium wykonał dwa zdjęcia... Na jednym z nich, „medium” demonstruje lewitację celuloidowej piłeczki między dłońmi obu rąk. Na drugim. siłą „poza fizyczną” przechyla szalkę wagi. Niestety. Układ rąk, wyraźnie sugeruje napiętą między nimi niewidoczną nitkę. Obydwa zdjęcia opublikowano w fachowym czasopiśmie „Magie” nr 6/91, które wydaje Magische Zierkel von Deutschland od wielu dziesiątek lat.
    Naśladowców Stanisławy Tomczyk było wielu. W brukowych gazetach, ale także w szacownych dziennikach, co pewien czas ukazywały się sensacyjce informacje o ludziach obdarzonych siłą poza fizyczną, którzy potrafią lewitować, przenosić przedmioty w przestrzeni nie dotykając ich, przekazywać myśli na odległość. W ostatnich latach media zachłystują się ludźmi „magnesami”, których właściwością jest posiadanie silnego pola magnetycznego, umożliwiającego przyciąganie przedmiotów metalowych do gołego ciała, a nawet płyt granitowych. Jak doszły mnie słuchy w tym ostatnim przypadku dobrze jest nasmarować piersi lub plecy zwykłą kalafonią rozpuszczoną w spirytusie.Warunek: miejsce ułożenia płyty, musi być gładkie (bez włosów) jak pupcia niemowlęcia. Płyta ułożona pod pewnym kątem nie zsunie się. Im większa bzdura, tym większa sensacja.
    Powróćmy jednak do lat 30 – tych ubiegłego wieku. Problematyczny dowód na lewitację człowieka, przedstawił podczas seansu spirytystycznego dr. Hellmuth Theumer - anty spirytysta.Zdjęcie wykonane lampą błyskową podczas seansu, który przeprowadzono przy wygaszonych światłach, odsłoniło tajemnice lewitującego medium. Okultysta stał na jednej nodze przechylony do tyłu. Drugą nogę z dwoma butami, których podeszwy pomalowane były – podobnie jak garnitur na wysokości klatki piersiowej – farbą fosforyzującą, miał uniesioną do góry. Podczas lewitacji, medium trzymało za rękę przedstawicielkę publiczności, prawdopodobnie po to, aby nie unieść się pod sufit. Kiedy jednak zawisło w powietrzu w pozycji poziomej, znowu nieodpowiedzialny fotograf wykonał zdjęcie i sprawa się rypła. Gdyby zdjęcia nie wykonał, osoby obserwujące to osobliwe zjawisko, na pewno byłyby przekonane o istnieniu zjawisk nadprzyrodzonych. Również na innym seansie z udziałem medium Eusapii Palladino, fotografia zdradza sekret unoszącego się stolika. W tym przypadku okultystka podtrzymuje nogę stolika własną stopą wysuniętą z buta. Jej ręce spoczywają na blacie, nadając mu równowagę w powietrzu. Pod długa suknią, wyraźnie widać uniesione kolano. Wiek XXI odsłonił znacznie oryginalniejsze metody lewitowania ludzi i przedmiotów, ale to już zasługa współczesnych iluzjonistów.

Caroni
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix