Krajowy Klub Iluzjonistów

    Zgłębiając lekturę czwartego numeru „Hokus Pokus” J. Mecwaldowskiego, zainteresowała mnie informacja na temat kongresów zagranicznych. Chciałem zobaczyć co prezentują inne narodowości, co według innych jest „na topie”. Jednocześnie chciałem sprawdzić jak program „Around the World” wypadnie w ocenie jury. Podróży samolotem nie przewidywałem, ponieważ za nadbagaż zapłaciłbym krocie, więc w grę wchodziła tylko podróż samochodem. Wybrałem Niemcy, gdzie 13-15 kwietnia miał miejsce kongres z okazji 25 rocznicy istnienia Magischen Nordlichter. Dodatkową zachętą, były wysokie wygrane pieniężne. Wyprawa nie należała do najtańszych: 120 euro za wpisowe, 170 euro za hotel, 300 zł za paliwo, no i oczywiście koszty posiłków. Do Hamburga dojechałem w 8 godzin. Jeszcze tego samego dnia, sprawdziłem jak najszybciej dojechać do sali kongresowej (Burgerhaus Wilhelmsburg). Następnego dnia, wszystko się zaczęło... Niestety nie byłem na żadnym seminarium. Lektury Alana Shaxona oraz E. Riese (członek jury) zamówiłem pocztą w wersji angielskiej i z niecierpliwością czekam na przesyłkę. W sumie występowało 20 uczestników (w tym moja prezentacja). Konkurs był podzielony na 3 części. Występowałem jako czwarty w drugiej serii. Dzień wcześniej, zdążyłem sprawdzić muzykę, światła i kurtynę. Zająłem szóste miejsce zdobywając 345 punktów (65, 80, 64, 75, 61 - pięciu jurorów). Mam do siebie odrobinę żalu... Otóż w jednej z sekwencji pokazu spaliłem numer. Złośliwość przedmiotów martwych. Jak gdyby nigdy nic, błąd błyskawicznie naprawiłem i już do końca pokaz przebiegał bez zakłóceń. Brawa publiczności upewniły mnie, że program podobał się i to bardzo. Po występie, umówiłem się z Panem E. Riese (członek jury) na rozmowę o programie. Nie odmówił. Po jego pierwszych słowach zaniemówiłem... Ów Pan z ironicznym uśmiechem, wskazując na młodego chłopca z którym przyszedł, powiedział: „Niestety nic Ci nie doradzę, gdyż właśnie szykuję bardzo podobny program dla tego młodzieńca, tylko pod nieco innym tytułem: „Podróżnik dookoła świata”. Zatkało mnie.. Czyżby szykował się plagiat? A może zabrakło już Panu Riese pomysłów? Rozmowa przestała się kleić, a ja po każdym następnym pytaniu, widziałem na jego twarzy szyderczy uśmiech i rozkładane bezradnie ręce. Jedyną informacją jaką uzyskałem od owego Pana, była ta, że pomysł Caroniego zostanie skopiowany w Niemczech! Kto wygrał? Alana Mohlmann. Co pokazała? Kilka trików, ale za to dużo mówiła. Na początku odczepiła rękawy od czarnej sukni i pojawiła drinka. Następnie wykonała kilka „manipulacji” z piłeczkami, podczas których nie zauważyłam nawet poprawnego klasycznego palmażu. Wszystkie pojawiające piłki zabierała ze stolika. (Przecież tak jest łatwiej. Prawda?). Później poprosiła widza, który spośród wielu, wybrał kartę wyobrażającą parę damskich butów. Gdy odczepiła dolną część sukni, okazało się, że właśnie te buty ma na stopach (różowe kozaki z futrem), oraz na stelażu przykrytym płachtą, widnieje ten sam symbol. Na koniec pod przykryciem, suknię zmieniła na białą. Po każdym, efekcie żartowała przez jakieś 2, 3 minuty. Ze sceny wiało nudą. Na drugim miejscu uplasował się Sascha Smoliński, który bardzo podobnie jak w scence z D. Copperfielda, uczył się iluzji z książki. Pokaz zaczynał od zgubienia chustki. Na uwagę zasługiwały w jego wykonaniu Ringspiele o różnych wielkościach, efektownie połączone z pracą kluczami. Pojawiał też zegary, a na finał, element dekoracji - regał z książkami, który pod przykryciem zmieniał się w duży zegar. Trzeci w kolei (Julian Panczyk), absolutnie nie przypadł mi do gustu. Trampki, wytarte dżinsy i bluza? Tak jest, a w dodatku muzyka „Freestyler”. Co pokazywał? Frotki do wycierania potu, które raz znikały, a za drugim razem zmieniały kolor. Po każdym tego typu efekcie, czekał na brawa niczym wytrawny mistrz. Na koniec wywołał efekt zniknięcia kółek od desko-rolki, aby ponownie je pojawić... Najbardziej ubawiły mnie uwagi Stefana Alexandra Rautenberga, który 20 minut prezentował jeden efekt mentalny zanudzając widzów do granic możliwości. Na zadane mu pytanie, jak podobał mu się mój program, oświadczył z miną znawcy, żebym zmienił muzykę na taką graną przez żywe instrumenty, gdyż ta dla niego jest „komputerowa” (nie wiem czy on w ogóle ją słyszał, gdyż tylko jeden utwór w moim programie został nagrany z wykorzystaniem komputera). Jeśli chodzi o stronę organizacyjną tej imprezy i obsługę gości, to była ona bez zastrzeżeń. Przez cały czas trwania kongresu mogłem liczyć na pomoc Wolfanga Jakubzika jak również Henninga Kohlerta. Najlepszą prezentacją pozakonkursową, był program mistrza Niemiec z 2003r. Kena Bardowicks, który wykazał się niesamowitą zręcznością, oraz świetną grą aktorską. Interesujące połączenie iluzji i żonglerki pokazała Malin Nilsson. Na koniec jeszcze kilka słów... Po swojej prezentacji, grono osób. Które oglądały pokazy konkursowe, dziwiło się, że otrzymałem tak mało punktów. Nie dowierzali, że np. inny iluzjonista, który na scenie wyjął z pudełka odkurzacz i przyłoży ssawkę w okolicę biustu wybranej osoby z publiczności, aby „ściągnąć” jej stanik, otrzymał więcej punktów ode mnie. Niestety! Byłem widocznie naiwnym „Polaczkiem”, który łudził się, że za zachodnią granicą go docenią. Najgorsze jest to, że genialny pomysł oraz długa i ciężka praca, mogą zostać bezlitośnie skopiowane. Mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie.

Szymon Maciak
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix