Krajowy Klub Iluzjonistów

    Rok 2006 rozpalił polskich iluzjonistów do czerwoności. Rozsierdzeni, na iluzjonistę o pseudonimie Valentino, w rozmowach telefonicznych, e – mailach, na forum internetowym okrzyknęli go zdrajcą, renegatem, a nawet kretynem, który odciął gałąź na której siedział. Oj oberwało się panu Valentino, oj oberwało... Podobnymi wiązankami obrzucono też TV Polsat, która program z udziałem tego iluzjonisty wyemitowała na cały kraj. Nie wiem akurat dlaczego moi pobratymcy okazali tyle niechęci tej stacji, bo przecież nie ona pierwsza, zaprezentowała ten program w naszym kraju. Po nadaniu pierwszego odcinka wystosowano nawet protest do dyrekcji TV Polsat jakby on miał powstrzymać dalsze emisje. TV Polsat oczywiście umył rączki, bo program zakupił u amerykańskiego producenta i guzik go obchodziło czy przed lub po emisji wpłyną do niego jakieś protesty. W każdym razie większość iluzjonistów tej pigułki nie potrafiła przełknąć. Polsat udał, że nie rozumie oburzenia iluzjonistów i podparł się niepoważnym uzasadnieniem jakie zaprezentował Valentino w ostatnim odcinku swojego programu. Bajdurzenie o umiłowaniu sztuki iluzji, która schodzi na psy bo iluzjoniści w swoich programach prezentują najstarsze triki świata, a powinni pracować twórczo i wymyślać własne numery, mnie przekonuje tylko w odniesieniu do ich twórczości. Valentino jako „wybitny” twórca, mógł zdradzić publicznie triki wymyślone przez siebie. Tego jednak nie uczynił, bo ich po prostu nie wymyślił. Poszedł drogą na skróty. Za wysokie wynagrodzenie zdradził te triki, które znał rozumując, że przynajmniej w ten sposób stanie się popularny na całym świecie. I w pewnym – ujemnym znaczeniu – mu się to udało. Czy iluzjoniści z tego powodu ponieśli jakieś straty? Częściowo tak. Otóż iluzjonista, który w swoim programie demonstruje efekty dużych iluzji, które precyzyjnie zdradzono w programie Valentino, ma prawo się wkurzyć bo przecież wydał własne pieniądze na zakup określonego rekwizytu, a po emisji nieszczęsny rekwizyt musi odstawić do lamusa. I to jest jedyny powód, aby wyraził swoje niezadowolenie. Większość iluzków program powinna strawić bez perturbacji żołądkowych, a to z tego powodu, że nie stać ich na drogie rekwizyty do dużych iluzji i być może w całym swoim życiu wielkich numerów do swojego programu nie wprowadzą. Wystarczy im „sztuczny kciuk” i znikająca laska. Ale głupota jest zaraźliwa... I oto w naszym kraju też znaleźli się naśladowcy: „małe Valentyniątka”, którzy doszli do wniosku, że ich wiedza jest wystarczająca, aby na internetowej stronie wolnej encyklopedii „Wikipedia” – i nie tylko - również zaistnieć. Panowie iluzkowie, choć nigdy nie zaistnieli na scenie i estradzie, to chociaż pochwalili się wiedzą w Internecie. Jak pomyśleli tak uczynili. I oto przeciętny zjadacz chleba, który nigdy nie interesował się sekretami iluzjonistów, po zajrzeniu do „Wikipedii” dowie się do czego służy „sztuczny kciuk” (już widzę jak w niebiosach grzmi mistrz Salvano), w jaki sposób D. Copperfield przeciął samego siebie i jak się wykonuje wiele innych trików, a wśród nich efekty z kolorowymi żetonami. Tych trików jest kilkanaście. Aby usprawiedliwić samych siebie, powołali się na jedną ze stron anglojęzycznych pisząc: Zanim zaczniesz twierdzić, że artykuły są nie-encyklopedyczne, zajrzyj na en:list_of_magic tricks. „Iluzkowie”! Czy Wam odbiło do reszty. Przecież tę stronę stworzył taki sam iluzek w gorącej wodzie kąpany jak wy wszyscy. Chcecie być iluzjonistami, a zdradzacie zawodowe sekrety? Wikipedia, nie jest encyklopedią trików i o tym wszyscy powinni pamiętać. Zawód iluzjonisty jest oparty na sekretach. Zdradzanie ich w Internecie, to gwóźdź do trumny tych, którzy marzą o wykonywaniu zawodu iluzjonisty. Po takich publikacjach w Internecie, widzowie odwrócą się do Was plecami i na wasz występ nie przyjdzie nawet pies z kulawą nogą. Na gorące głowy, żądne niczym nie uzasadnionej sławy, polecam internetowym pismakom zimny kompres. Może pomoże.

    Ps. Już dziś wielu doskonałych iluzjonistów, wypłakuje mi się w rękaw - żaląc się - że co raz trudniej im wychodzi organizacja imprez, że kontrahenci sami nie wiedzą czego od nich żądać, a oni sami mają co raz większy stres przed wyjściem na scenę. Widzę na to jedną radę... Zamiast szkolić w roku 10 młodych adeptów, proponuję wszystkim „iluzkom” o aspiracjach instruktorów, aby każdego roku wyszkolili co najmniej 50 młodych adeptów. Ci zaś o czym się dowiedzieli, napiszą w Internecie. Tak to, iluzja trafi pod strzechy, a instruktorzy zasilą szeregi ochroniarzy, wykidajłów itp. zawodów. Do roboty panowie!
    A tak na marginesie... Czy aby pod wymienionymi pseudonimami nie kryje się jeden „iluzek”, któremu nadmierna ambicja przegryzła niewielki móżdżek? I jeszcze jedna uwaga... Hasło „sztuka iluzji” i jego pochodne w Wikipedii zamieściłem za pośrednictwem „Fenixa”. Triki iluzjonistyczne znalazły się na tej stronie wyłącznie z potrzeby zaistnienia wspomnianych już „iluzków”. Tak to bowiem już bywa, że do płynącego statku przyczepiają się różne śmieci i nie ma na to rady.

Caroni
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix