Krajowy Klub Iluzjonistów

    Przed laty snuto przypuszczenia, że w niezbyt odległej przyszłości, na jednej z kart polskiego wydania encyklopedii powszechnej figurować będzie hasło tej treści: „Astrallvi – Andrzej Słowiński, ur. 26.07.1938 roku w Warszawie, syn architekta. Długoletni mieszkaniec Wrocławia. Profesjonalny iluzjonista, wybitny manipulator, samouk a zarazem najzdolniejszy uczeń, arcymistrza Salvano. Autor udoskonaleń i oryginalnych trików oraz konstruktor rekwizytów iluzjonistycznych. Współzałożyciel KSAI. Entuzjasta rozwoju amatorskiego ruchu iluzjonistycznego w Polsce.”
    Astrallvi był niespokojnym duchem w sztuce iluzji: bezustannie coś tworzył lub coś obmyślał, a gdy zagadnięto go o szczegóły, wówczas ucinał dyskusję konstatacją, że sekrety magiczne to temat nadający się ... do milczenia. Twierdził też – nie bez głębokiej racji – że największy grzech to uprawiać publicznie sztukę iluzji i nie potrafić tego robić dobrze. Sam był mistrzem manipulacji. Powszechnie znany jest jego program sceniczny „ z piwkiem”. Pojawiające się małe piwa stanowiły jednak w jego przemyślnie zbudowanym numerze wyłącznie leitmotiv – były przerywnikami, między którymi mistrz prezentował znakomite triki z kartami, fajkami, banknotami, papierosami. Żonglerce tymi przedmiotami towarzyszyła odpowiednia mimika artysty, wyrażająca coraz większą niewiarę w jawiące się rzeczy niemożliwe i zdecydowanie przekonywająca widzów, że wszystkie te zjawiska można zobaczyć, będąc tylko w jakimś transie lub w stanie odurzenia alkoholem a więc po piwkach. Po pokonaniu coraz to wyższych szczebli swej zadziwiającej sztuki –następował finał: ukazywała się żywa biała myszka, która zaczynała spacerować po rękawie fraka i dłoniach wykonawcy. Tak to wspaniale skonstruowany program sceniczny zamykał się logicznym uzasadnieniem – efektem czytelnym dla każdego odbiorcy.
    Jego ulubiona, choć rzadziej demonstrowana specjalność, to manipulacje monetami (zaliczana do najtrudniejszych z trudnych), a zwłaszcza tzw. „Chicago”, czyli monety mnożące się pomiędzy opuszkami palców obu dłoni i „wodospad” – monety błyskawicznie wędrujące pomiędzy palcami w pozycji z góry w dół. Astrallvi wykonywał je jako jedyny w Polsce z prawdziwą maestrią. Wiele rekwizytów, których używał na estradzie, było jego własnej produkcji / nie mylić z : „jego własnego wynalazku”, choć miał także twórczy wkład w tym zakresie /. Miedzy innymi autorem oryginalnego rekwizytu, dzięki któremu wiotka chustkę można przez podrzucenie jej w powietrze zamienić – niepostrzeżenie dla widzów – w spora kostkę czyli sześciobok o metalowych ściankach.
    Mistrz umiał dbać o swoja zawodową reklamę. Był jedynym polskim iluzjonistą posiadającym własne drukowane banknoty zagraniczne. Zielenią i formatem przypominały one nieco banknoty dolarowe. W drugiej edycji, na rewersach banknotów pojawiła się fotografia głowy młodej blondynki o niepospolitej urodzie. Ta urocza dama nosiła imię Dagmara i w duecie znakomicie grała rolę Miss... Misdirection (ang. „technika odwracania uwagi”).
    Na estradzie Astrallvi był uśmiechnięty. Oczywiście, uśmiechnięty niemal obowiązkowo zawsze tam i wtedy, gdzie i kiedy występował. Ale takie uśmiechy, czego rzadko kto się domyśla, były wkalkulowane w powodzenie jego numeru. Ponadto Astrallvi używał przy wykonywaniu niektórych trików nader oryginalnego tekstu. Odznaczał się zresztą znakomitym poczuciem humoru. Na dość często zadawane przez wścibskich obserwatorów pytanie, wkraczające w sferę sekretów zawodowych, reagował również pytaniem: ... a czy Pan/Pani potrafi dochować tajemnicy? Po upewnieniu się, że tak – dodawał: „otóż proszę sobie wyobrazić, że ja również”! – po czym przerywał temat i rozmowę kierował na inne tory.
    Astrallvi władał biegle kilkoma językami. Jakkolwiek swego pseudonimu „Astrallvi” (który ma brzmienie romańskie) używał od zarania swej ponad czterdziestoletniej kariery, częściej posługiwał się nim w kraju; za granicą znany był pod własnym nazwiskiem / cytujemy za norweskim programem „Andrzej Słowiński Polsk gentelman’s magiker”.
    Astrallvi był uczestnikiem wielu zagranicznych festiwali: w roku 1968 w Karlovych Varach zdobył nagrodę nowości, ufundowaną przez ówczesnego redaktora czasopisma „Magie” Ernsta Lechnera z Niemiec, występował w ponad dziesięciu krajach, nie tylko europejskich. O jego występie na galowym spektaklu I Europejskiego Kongresu Iluzjonistów w Baden – Baden w roku 1975 nadzwyczaj pochlebnie wyraził się znany w świecie iluzjonista węgierski dr Peter Gloviczki, plasując polskiego artystę w dziedzinie manipulacji bardzo wysoko. Andrzej Słowiński przyznawał, że cieszą go sukcesy we własnym kraju. Twierdził, że pracuje przede wszystkim głową, choć widzom imponuje praca jego rąk – stąd też określenie mistrza: złotoręki Astrallvi... Artysta zmarł 24 maja 2006 roku we Wrocławiu.
Marek Zdrojewski
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix