Krajowy Klub Iluzjonistów

    Bohater tej biografii, według horoskopu chińskiego urodził się w znaku psa (28 maja 1946 roku w Bielsku Białej). Jak mówią gwiazdy, psy są pełne niezaspokojonych pragnień, nie lubią hałasu świata i ciągłej walki. Mają naturę raczej refleksyjną. Są wielbicielami niezwykłości, tajemnic, wszystkiego, co wyrasta ponad i poza doczesność. Są bezinteresowne, szlachetne i lojalne. Antoni Hetnał, tej ostatniej cechy jest żywym przykładem. Mówi o sobie, że pasją do sztuki iluzji zaraził się w dzieciństwie i jest jej wierny do dnia dzisiejszego. Podobny stosunek ma do Krajowego Klubu Iluzjonistów, z którym związał się przed ponad trzydziestu laty. Z dumą nosi legitymację tej organizacji z numerem 21/76. Na wspomnienie o początkach kariery iluzjonisty, uśmiecha się i mówi: Właściwie to iluzja przez całe życie pomagała mi w pracy... Po skończeniu szkoły podstawowej rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Asnyka w Bielsku Białej. Po zdaniu matury podjął studia polonistyczne w Krakowie i... został nauczycielem. Wcześnie założył rodzinę, żeniąc się z koleżanką z tego samego liceum. Wkrótce na świat przyszło trzech synów. Antoni, aby utrzymać rodzinę dzielił czas na szkolne wykłady i okazjonalne występy. Bakcyla iluzji połknął w 1957 roku, kiedy to do Bielska Białej zawitał z pokazami znany wówczas iluzjonista Władysław Kieres. Plakat reklamujący jego występ tak go zafascynował, że wyżebrał u mamy pieniądze, aby zapłacić za dość drogi - jak na owe czasy - bilet. Ten dzień pamięta jakby to było dziś... To był czarodziejski spektakl podczas którego działy się rzeczy niezwykłe! Po przedstawieniu pobiegł za kulisy „Domu muzyki” i nieproszony wszedł do garderoby artysty... Tą wizyta jest oczarowany do dzisiaj. Mistrz okazał się człowiekiem niezwykle sympatycznym i przyjaznym. Pakując rekwizyty, pokazał młodemu pasjonatowi kilka drobnych trików. Garderobę artysty Antoni opuścił oszołomiony, oczarowany i szczęśliwy. W jakiś czas później w księgarni kupił książeczkę Władysława Kieresa pt. „Z magią na ty”, która stała się jego pierwszym podręcznikiem iluzji. Z czasem tych książek przybywało. Antoni zaczął stawiać pierwsze kroki na scenach i estradach. Z pracy w szkole zrezygnował, bo skromna pensja nie wystarczała na utrzymanie rodziny. A, że historia lubi się powtarzać, w roku 1976 do Bielska Białej zawitał z występem iluzjonista Lemano - Lemanik. Jak przed laty, Antoni odwiedził go za kulisami. Od niego dowiedział się, że w Łodzi tworzy się Krajowy Klub Iluzjonistów Amatorów. Oczywiście do Klubu natychmiast wstąpił i już w grudniu uczestniczył w I Krajowym Kongresie Iluzjonistów. Dni spędzone w Łodzi wspomina z rozrzewnieniem. To było prawdziwe święto w jego magicznym życiu. W rok później wystąpił w przeglądzie konkursowym obok stawiającego pierwsze kroki w zawodzie iluzjonisty, przyszłej gwiazdy polskiej sztuki iluzji - Arsene. Zdobył dyplom uznania i to go upewniło, że obrał właściwą drogę w życiu. Stąpał jednak twardo po ziemi, bo dla zapewnienia dostatniego życia rodzinie, podjął podstawową pracę w dużych zakładach przemysłowych. Teraz do południa pracował w zakładzie a wieczory poświęcał okazjonalnym występom. W 1996 roku poznał młodego pasjonata sztuki iluzji Rafała Mulkę. Antoni był już wówczas na rencie chorobowej. Nie długo się namyślając, obaj założyli Beskidzki Teatr Iluzji i pod tym szyldem zaczęli objeżdżać miejscowości na Podbeskidziu, a w miesiącach wakacyjnych polskie Wybrzeże. Dziś już występuje rzadziej. Nie to zdrowie - mówi. Ale o pasji nie zapomina. Ćwiczy jak dawniej, wertuje magiczne wydawnictwa i od czasu do czasu bawi dzieci w rodzinnym mieście. Taki to już los iluzjonisty.
Caroni
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix