Krajowy Klub Iluzjonistów

    Osoby urodzone w roku szczura (1972), według horoskopu chińskiego, są czujnymi i ostrożnymi samotnikami, bardzo czułymi na punkcie swojej wolności. Lubią się podobać. Pilnie strzegą swych tajemnic, a jako indywidualiści, nie zawsze sprawdzają się w pracy grupowej. Nie są łatwi jako partnerzy, ale w ich towarzystwie nikomu nie grozi nuda. Które z tych cech, tak naprawdę dotyczą bohatera tej biografii, być może wie on sam lub jego najbliżsi. Ja w każdym razie poznawszy Piotra, dostrzegłem niektóre z nich.
    Piotr Szumny urodził się w małej miejscowości Rakoniewice usytuowanej pomiędzy Poznaniem a Zieloną Górą. Już jako dziecko przejawiał zainteresowania artystyczne. Fascynował go teatr lalek. Pasja do sztuki animacji drzemie w nim po dzień dzisiejszy. Kiedy jednak w szkole podstawowej po raz pierwszy obejrzał występ iluzjonisty, pomyślał aby kiedyś, również zostać kimś o podobnych uzdolnieniach. Do realizacji tego postanowienia przystąpił niezwłocznie. Dla młodego chłopca, poznanie sekretów zawodowych iluzjonistów nie było sprawą łatwą. Swoje zainteresowania zaczął realizować od podstaw. Z czasopism młodzieżowych takich jak ABC TECHNIKI, KALEJDOSKOP TECHNIKI wyławiał instrukcje prostych efektów iluzjonistycznych, których działanie starał się sprawdzić w pokazach dla rówieśników. Ale zainteresowania młodych ludzi zmieniają się jak obrazki w kalejdoskopie. W wieku 13 lat, wspólnie z kolegą założył kapelę podwórkową „Kajko i Kokosz”, która przez jakiś czas bawiła okolicznych sąsiadów i dzieci na półkoloniach w miejscowym domu kultury. Po kilku miesiącach drogi twórców kapeli rozeszły się. Każdy poszedł w innym kierunku. Piotr pozostał przy sztuce tworzenia złudzeń. Jak sam wspomina, mając 16 lat dzięki ogłoszeniu zamieszczonemu w jednej z miejscowych gazet, odkupił od podobnego do niego pasjonata, kilka roczników Materiałów Instruktażowych Krajowego Klubu Iluzjonistów. To dzięki nim poznał interesujące manipulacje papierosami, piłeczkami i naparstkami. Lektura fachowego poradnika pochłonęła go bez reszty. Ale fakt, że w kraju działa klub iluzjonistów nie dawał mu spokoju. Postanowił do niego wstąpić. Marzenia pomógł mu zrealizować poznański iluzjonista Marian Kaźmierczak, którego rekomendacja, otworzyła przed Piotrem wrota w profesjonalny świat iluzji. W 1992 roku bohater tej biografii po raz pierwszy zjawił się na Kongresie Iluzjonistów, podczas którego wręczono mu legitymacje członkowską. Wydarzenie to tak wspomina: Podczas Kongresu miałem okazję przekonać się, że iluzjoniści są bardzo otwartymi ludźmi i stanowią jedną wielka rodzinę. Wydarzenia kongresowe pozostały w mojej pamięci na długie lata. W dwa lata później już na kongresie w Tarnowie wystąpił po raz pierwszy w przeglądzie konkursowym. W kategorii iluzji scenicznej - ku własnemu zaskoczeniu - zdobył pierwszą nagrodę. Jeszcze większym zaskoczeniem dla młodego - już profesjonalisty - było zaproszenie go przez nieżyjącego już kierownika Teatru Iluzji w Chorzowie - Tadeusza Chrostka, na cykl występów na deskach wspomnianego teatrzyku. Kilka tygodni później miałem okazję spotkać Piotra w Łodzi. Obejrzałem jego program i zaproponowałem mu wcielenie się w postać oficera armii austriacko-węgierskiej z wykorzystaniem w pokazie utworów z tego właśnie okresu. Dziś Piotr wspomina, że ta, a nie inna etiuda towarzyszyła mu przez wiele lat i była jego ulubionym punktem programu. Na przestrzeni kolejnych lat powracał jak bumerang na Śląsk, gdzie bawił widzów w towarzystwie Tadeusza Chrostka, Jana Sowińskiego i innych kolegów zdobywając szlify profesjonalisty. Z grupą śląskich kolegów wystąpił w kilku odcinkach magicznego programu krakowskiej telewizji „Wisła” pt. „Spotkania z iluzją” i „Twój problem nasza głowa”. Był również gościem katowickiej telewizji TVP3. A, że czas szybko biegnie, Piotr postanowił usamodzielnić się. W 1997 roku, aby usprawnić własną działalność organizacyjną, założył Agencję artystyczną „HOKUS”, która prowadzi po dziś dzień. Występował wszędzie tam, gdzie był mile widziany. W Domach Kultury, szkołach, przedszkolach, restauracjach i na festynach. W miesiącach letnich wyjeżdżał do Zakopanego, Drezna, a nawet Wiednia, aby tam bawić publiczność na ulicach. Jego ulubionym numerem prezentowanym dla publiczności dorosłej, było połykanie kilkudziesięciu zapalonych papierosów, który to numer zapożyczył z repertuaru jednego z amerykańskich iluzjonistów. Zbyt częste i w dużych ilościach wdychanie dymu papierosowego, w 2000 roku przepłacił pękniętym płucem i operacją (odma) oraz miesięcznym pobytem w szpitalu w Zakopanem. Na wspomnienie tego epizodu w swoim życiu uśmiecha się i mówi: ...no cóż... Płuco zagoiło się, a ja dalej - mimo nauczki - tego numeru nie odrzuciłem, choć w prywatnym życiu nigdy papierosów nie paliłem i nie palę. Dziś można powiedzieć, że od lat sztuka iluzji jest dla Piotra sposobem na życie - z różnymi skutkami oraz okresami wzlotów i upadków. Tych wzlotów było więcej... W 1998 roku nagroda Małego Szklanego Magika na Kongresie Iluzjonistów w Żeleznym Brodzie w Czechach oraz pierwsza nagroda na Kongresie w Tarnowie. Swoje sukcesy Piotr ostatecznie przypieczętował główną nagrodą w kategorii iluzji scenicznej w przeglądzie konkursowym Kongresu Iluzjonistów Łódź 2005. Wcześniej - choć nie w konkursie - osiągnął sympatie widzów w dwóch programach wyemitowanych przez telewizję Canal + z serii „Urodziny u Mini i Maxa”.
    W 2002 roku wyjechał do Drezna gdzie przez trzy lata występował na prywatnych przyjęciach weselnych i urodzinowych oraz na ulicach tego uroczego miasta. Po powrocie do kraju - jak dawniej - włączył się w wir show biznesu. Mam nadzieję, że jego powrót będzie udany, czego mu wszyscy życzymy.
Caroni
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix