Krajowy Klub Iluzjonistów

    Znają go iluzjoniści z całego świata, znają go nawet ci, którzy go nigdy nie oglądali. Dai Vernon to artysta, który jeszcze za życia urósł na miarę legendy.
    Jest on niewątpliwie pod każdym względem postacią nadzwyczajną. Należy do ścisłej czołówki najlepszych manipulatorów naszych czasów, a jest równocześnie uosobieniem skromności. Nie znajduje się w nim śladu afektacji, fanfarenady, próżności, tych cech, które są niestety bardzo często spotykane wśród przedstawicieli sztuki iluzji.
    Dai Vernon to artysta, który nie ma potrzeby uznawać się za gwiazdora ani na scenie, ani w życiu prywatnym. Łatwo zauważyć, że swoją mistrzowską sztukę prezentuje z nieśmiałym uśmiechem, robi to przy tym w taki sposób, że nawet fachowcom zapiera dech. Nie posługuje się reklamą, występuje raczej rzadko i tylko nielicznym znany jest jego adres.
    Urodził się w 1894 roku w Ottawie w Kanadzie. Będąc jeszcze małym chłopcem oglądał występy Harry Kellera, którego „czarodziejska sztuka” wywarła na nim głębokie wrażenie. Toteż kilkakrotnie oglądał program, a bezpośrednio potem zakupił książki i aparaty, by konstruować swoje pierwsze sztuki. Jego ojciec, urzędnik administracyjny, zajmujący się ochroną praw autorskich, widząc zainteresowania syna kupił mu nadto na urodziny słynną książkę Erdnasa „The Expert At The Lard Table”, najobszerniejszą a zarazem dostatecznie trudną książkę o ówczesnej technice manipulacji z kartami. David z zapałem przestudiował ją, wielokrotnie powtarzał chwyty, aż poznał je wszystkie niemal na pamięć, a przy okazji wiele z nich skorygował i rozbudował.
    Po kilku latach przybył do Ottawy Howard Thurston, wybitny amerykański iluzjonista, następca słynnego Harry Kellara. Dai Vernonowi udało się nawiązać z nim kontakt, a nawet pozyskać jego uznanie za manipulacje z kartami. W podobny sposób zawarł znajomość z innymi iluzjonistami, m.in. z Nelsonem Downs, specjalistą - „królem monet” oraz Nat Leipzig. Tę trójkę magików połączyła na długie lata wierna przyjaźń.
    Przed Dai Vernonem otwierała się droga do sławy. Tymczasem ukończył szkołę inżynierską i z wybuchem I Wojny Światowej zaciągnął się na służbę w kanadyjskich jednostkach lotniczych. Iluzji pozostał jednak wierny, zyskując sobie powszechne uznanie i sympatię. Gdy w kilka lat później Dai Vernon występował m.in. w Atlantic z okazji zjazdu inżynierów, odkryła go Frances King, jedna z najbardziej wpływowych menadżerów. Podpisała z nim ośmioletni kontrakt na imprezy organizowane wśród amerykańskiej High Society.
    W tym właśnie okresie Dai Vernon opracował swój słynny program obfitujący w nadzwyczajne efekty manipulacyjne: oto zdjęte z rąk rękawiczki zmieniały się na oczach widzów w żywe gołębie, kolorowe sznury stawały się jednym sznurem, balony zmieniały błyskawicznie swą barwę i objętość, zaś zachwyt ogólny wzbudzał numer finałowy: Dai z kolorowego papieru wycinał małe motyle, zanurzał je w szklance napełnionej wodą i „czarował” ruchami rąk. Po chwili ze szklanki zaczynały unosić się jeden po drugim, różnobarwne motyle. Jednocześnie włączano „ciemne światła”. Delikatne stworzonka lśniły wszystkimi barwami tęczy...
    Ten program miał szanse długotrwałego powodzenia, ale los postanowił inaczej: Dai uległ wypadkowi w którym doznał złamania obu ramion. Po operacji kości nie zrosły się dobrze, Dai nie mógł swobodnie wyciągnąć rąk przed siebie. Nie poddał się jednak. Ćwiczył zapamiętale, gimnastykował ramiona tak długo, aż udało mu się osiągnąć dawną sprawność. Ograniczył jednak ilość swoich występów, szczególnie w teatrach i kabaretach, natomiast prezentuje się w telewizji i w klubach iluzjonistów. Tam demonstruje triki, wyjaśnia, uczy. Ta praca pedagoga prowadzi go do bardzo wielu krajów.
    Jest doskonałym wykładowcą. Powszechnie zwany „Professor”, w Ameryce „Mr Magic himself” reprezentuje niewątpliwie wszystko, co najpiękniejsze i najbardziej wartościowe w dziedzinie iluzji.
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix