Krajowy Klub Iluzjonistów

    W latach 50-tych naszego wieku na estradach Europy i Stanów Zjednoczonych rozpoczął pasmo nie kończących się wielkich sukcesów młody artysta holenderski, Fred Kaps (Alfred Brongers). Jego udziałem stały się najwuższe lokaty i nagrody na międzynarodowych kongresach iluzjonistycznych w Belgii, Holandii, Hiszpani i RFN. Potwierdzeniem wysokiego kunsztu Kapsa były entuzjastyczne recenzje prasy i pełne uznania opinie widzów.
    Przyczyną niezwykłego powodzenia sztuki, jaką reprezentował, były opracowania technicznych rozwiązań jego własnego pomysłu. W manipulacjach kartami Kaps był niedościgniony. Do historii iluzju przejdą bez wątpienia jego karciane kaskady. Karty w jego rękach zmieniają wartości, znikają, pojawiają się w najmniej oczekiwanych miejscach.
    Chociaż wielu iluzjonistów świata wykonywało triki podobne do tych, jakie demonstrował Kaps, to jednak miał on nad nimi zasadniczą przewagę: manipulował obiema rękoma. W tym momencie, kiedy jedną ręką manipulował kartami, w drugiej ręce pojawiał papierosy, laseczki i inne małe przedmioty. Widz uważnie obserwujący program odbierał wrażenie, że martwe przedmioty wyraźnie sprzysięgły się przeciw iluzjoniście. Jego twarz wyrażała zdziwienie, potem zmartwienie, a na koniec rozdrażnienie. Kaps odrzucał natarczywe przedmioty, które od nowa pojawiały się w jego palcach, odwracając uwagę widzów od tego co działo się w drugiej ręce mistrza. Podaną mu cygarnicę przemieniał w cygaro. Z cienkiej laseczki wydobywał zabawnego zająca, a laska znikała w gazecie. Od czasu do czasu tempo programu malało, a poszczególne triki, niby złośliwie, przestawały mu się udawać. Wtedy Kaps chwytał w powietrzu maleńką solniczkę, patrzył przepraszająco na widzów, solą posypywał przedmiot. Ten zaś nabierał natychmiast własności rozciągania się, przemieniania w inny i wreszcie znikał w tym samym błyskawicznym tempie, co poprzednio. Okazywało się, że zwykła sól miała czarodziejski wpływ na różne przedmioty, które otaczały iluzjonistę. Gdy zabrakło mu rekwizytu, Kaps rozglądał się po scenie, chwytał w powietrzu solniczkę, posypywał solą stojący na scenie mikrofon, który cicho zaczynał popiskiwać. Zaskoczony, brał go w ręce, rozkręcał i z wnętrza wyjmował żywego ptaszka. Ostrożnie kładł na dłoń. W oka mgnieniu ptak w nie wyjaśniony sposób znikał, jakby rozpływał się w powietrzu.
    Pod koniec programu z ręki Kapsa znikała solniczka, w tym samym momencie w drugiej ręce pojawiała się kupka soli. Artysta niedbale strząsał sól na podłogę, ale ta pojawiała się ponownie w dużej ilości. Wszystkie wysiłki, aby się jej pozbyć, okazywały się daremne. Kaps w zafrasowaniu spoglądał na zegarek, potem trwożny wzrok kierował za kulisy, skąd reżyser programu dawał mu znaki, że nadszedł czas zakończenia występu. A sól ciągle sypała się na podłogę. Muzyka cichła, a Kaps stojąc na scenie wyraźnie szukał wyjścia z dziwnej dla niego sytuacji. Dawał znak orkiestrze, która ponownie rozpoczynała grę. Sól jednak sypała się bez końca. Kaps stał bezradny z niepokojem patrząc to na zegarek, to na swoją rękę. Nikt nie był mu w stanie pomóc. Zmęczony i bezradny podtrzymywał zemdloną rękę, a orkiestra znów kończyła melodię. Kaps swoją grą i mimiką wyrażał nadzieję, że może wraz z ostatnim akordem sól przestanie się sypać. Było to tylko złudzenie. Kurtyna opadała przed artystą, a jego ręka wysunięta przed zasłoną w dalszym ciągu produkowała nieskończone ilości soli.
    Wyrazista mimika Freda Kapsa, skromność i proste środki wyrazu artystycznego potrafią przekazać różnorodne stany jego uczuć. Reprezentuje on sobą autentyczną sztukę, dopełniając ją zadziwiającą techniką manipulacji.
    Każdy jego występ jest hymnem pochwalnym na cześć niewyczerpanej pomysłowości i energii człowieka, którego efekty pracy możemy uważać za najwyższe szczyty kunsztu artystycznego.
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix