Krajowy Klub Iluzjonistów

    Od niepamiętnych czasów w repertuarze iluzjonistów nie brakowało trików przejmujących grozą, jak np. ucinanie głowy, przecinanie piłą czy przekłuwanie gwoździami. W końcu XIX stulecia nowa fala tego rodzaju programów wywoływała wiele niezdrowych sensacji.
    Iluzję „grozy” kontynuował Amerykanin polskiego pochodzenia - Goldin (Goldstein ur. 1873, zm. 1939). Zazwyczaj przed rozpoczęciem właściwego spektaklu Goldin stwarzał odpowiednią atmosferę, która oddziaływała w określony sposób na psychikę widowni. I tak np. przed wejściem do teatru, gdzie miało odbyć się przedstawienie, stał samochód pogotowia ratunkowego. W przejściach na widownię dyżurowały sanitariuszki z apteczkami w ręku. Publiczność uprzedzano, że w przypadku nieszczęśliwego zdarzenia bądź nagłego zasłabnięcia któregokolwiek z widzów, zostanie mu udzielona natychmiastowa pomoc. Intrygowało to widownię, a jednocześnie stwarzało atmosferę nerwowego oczekiwania na zaskakujące wydarzenia, rzadko przecież oglądane przez publiczność.
    Oto opis charakterystycznego spektaklu opracowanego przez Goldina: Na jasno oświetloną scenę wchodziła młoda, elegancko ubrana dziewczyna. Przybliżywszy się do niej, Goldin wykonywał kilka hipnotyzerskich ruchów, po czym dziewczyna „zasypiała”. Za pomocą specjalnego dźwigu unoszono ją do góry i ostrożnie układano na stoliku. Asystenci podjeżdżali z wózkiem do stołu, na którym zamocowana była duża piła tarczowa. Puszczano ją w ruch i aby udowodnić, że jest ona niezwykle ostra, przepiłowywano najpierw dla próby drewnianą kłodę. Potem kręcącą się na ogromnych obrotach piłę zbliżano do ciała dziewczyny i przepiłowywano ją na dwie części. Z kolei zatrzymywano obroty piły i demonstrowano widzom ciało dziewczyny z tkwiącą w nim piłą. Na koniec Goldin odsuwał piłę i kilkoma magicznymi ruchami ożywiał dziewczynę.
    Innym numerem z cyklu „grozy” był trik z przepychaniem armatnirj kuli przez plecy Araba. W tym przypadku Goldin przystawiał do pleców asystenta pocisk armatni i silnie na niego parł. Ostrze pocisku wyłaniało się z klatki piersiowej pomocnika. Następnie Goldin wyciągał je i przez otwór powstały w ciele asystenta przekładał swoją dłoń. Koronnym dowodem na to, iż otwór rzeczywiście istnieje, było wypicie wody przez Araba, która to woda wyciekała następnie z jego piersi.
    Innowacją w programach demonstrowanych przez Goldina było wprowadzanie do spektakli aktualnych wydarzeń politycznych, jak np. numer pt. :Ucieczka kpt. Dreyfussa” lub „Sceny z powstania Sipajów w Indiach”. Przykładem programu wywołującego niepokój widowni był trik w którym do lufy armatniej przywiązywano Hindusa w turbanie. Na scenie rozlegał się ogłuszający huk, Hindus znikał, a jego odzież opadała na podłogę.
    Goldin był wynalazcą wszystkich swoich trików i to niewątpliwie wyróżniało go spośród współczesnych mu iluzjonistów. Niektóre z trików były wyjątkowo efektowne i pomysłowe. I tak np. dziewczyna przenikała przez normalną szybę i siadała na krześle przy fortepianie. Po chwili dziewczyna i fortepian unosiły się w powietrzu i rozpływały na scenie niby zjawa. Z serii podobnych pomysłów Goldina należy wymienić trik, którego przebieg był następujący: z klatki wyjmował Goldin żywego kanarka i zawijał go w arkusz bibuły. Pakunek kładł na lufie pistoletu i celował w stojącą na stole zapaloną nocną lampkę. Rozlegał się wystrzał i w tym samym momencie pakunek znikał, a lampka na stole gasła. Goldin wykręcał z lampki żarówkę, tłukł ją i wydobywał z niej żywego kanarka.
    Będąc wyśmienitym manipulatorem Goldin w momentach kiedy jego asystenci przygotowywali do dalszego programu duże rekwizyty - demonstrował przed kurtyną drobne triki. Dzięki temu jego program szedł bez przerw. Goldina nazywano „Iluzjonistą - Wichrem”, a na afiszach reklamowano jego występ jako „40 trików w 40 minut”. Końcowy numer programu Goldina czynił na współczesnych ogromne wrażenie. Na scenę opuszczano ekran kinowy, na którym rozpoczynano projekcję specjalnego filmu. Goldin stał obok ekranu i obserwował akcję, której czołową postacią była młoda dziewczyna. Iluzjonista podchodził do niej i odpalał papierosa, a następnie podawał jej normalną chustkę do nosa, z którą dziewczyna chodziła po całym ekranie. Na koniec kładła chusteczkę na stół, brała krzesło i podawała je Goldinowi. Ten odbierał je od niej, stawiał na scenie i siadał na nim. Numer kończył się tym, że Goldin przechodził ze sceny na ekran, a dziewczyna z ekranu na scenę, po czym oboje kłaniali się widzom.
    Niebanalne pomysły Goldiniego zachwycały nawet przeciwników iluzji. W swojej spuściźnie pozostawił wiele doskonałych rozwiązań technicznych trików, które do dziś określane są jego pseudonimem.
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix