Krajowy Klub Iluzjonistów

    Na początku 2008 roku, białoruskich iluzjonistów zelektryzowała sensacyjna wiadomość... Rosyjski dziennikarz ujawnił, że w Charkowie, w jednopokojowym mieszkaniu żyje 90 - letni emerytowany iluzjonista, gwiazda radzieckich cyrków, o której dziś już nikt nie pamięta. Kim jest ta tajemnicza postać, której niezwykłe koleje życia mogłyby posłużyć do napisania scenariusza filmowego? To Leonid Grin - artysta, który swoją sztuką zachwycał dawnych dygnitarzy radzieckiego imperium i widzów niemal wszystkich kontynentów. Cofnijmy się jednak do lat 20 - tych ubiegłego wieku, kiedy to chłopiec o imieniu Leonid o świetlanym życiu mógł tylko marzyć. Urodził się w biednej rodzinie w której najczęściej doznawał upokorzeń, a jedynym środkiem wychowawczym stosowanym przez jego ojca był żelazny pręt. Kiedy Leonid skończył 8 lat, w rozmowie z rówieśnikami - dziećmi ulicy - dowiedział się, że gdzieś daleko leży Krym, gdzie zawsze jest ciepło i nietrudno o kawałek chleba, bo tego zawsze w domu brakowało. To była dla niego kraina z bajki. Nie namyślając się, Leonid ukradł bochenek chleba w pobliskiej piekarni, pobiegł na dworzec kolejowy i ukrył się w przedziale bagażowym pierwszego z brzegu wagonu. Pociąg ruszył... i tak zaczęła się przygoda jego życia. Po trzech dniach podróży, podczas której jedynym jego pożywieniem był czerstwy chleb, zmarzniętego i wycieńczonego chłopca znaleźli pracownicy kolei. Odwieziono go do szpitala, gdzie go podleczono, a następnie przewieziono do zakładu wychowawczego prowadzonego przez Makarenkę, znanego wówczas radzieckiego pedagoga. Chłopiec był jednak krnąbrny, a metody wychowawcze stosowane w zakładzie nie trafiały do jego wyobraźni. Był dzieckiem ulicy. Po kilku wybrykach, dyrekcja zakładu podjęła decyzję o wydaleniu go. Ponownie trafił na ulicę. Tu znalazł swoje miejsce w grupie młodocianych przestępców, której szef szybko dostrzegł w nim cechy sprytnego złodziejaszka. Od tej pory mały Leonid stał się prawą ręką swojego pryncypała, na którego zlecenie - dzięki zręczności - z łatwością przechodził przez lufciki w oknach cudzych mieszkań i kradł złote pióra z kieszeni elegancików spacerujących po ulicy. Wkrótce przylgnął do niego przydomek „fartowyj”, który oznaczał, że Lonia w swoim fachu jest tak świetny iż nikt nie potrafi mu udowodnić przestępczego zajęcia. W grupie młodocianych przestępców obowiązywała zasada, że ten, któremu w danym dniu się powiodło, musiał wyprawić przyjęcie. Podobno podczas jednej z takich biesiad, doszło do bójki między 15 - letnim Grinem a innym jej uczestnikiem. Grin miał tak skutecznie uderzyć kolegę, że ten padł. Kiedy Leonid chciał go podnieść, leżący nagle wstał i zaczął podążać za jego ręką jak zahipnotyzowany. Grin o hipnozie wówczas nie słyszał, ale herszt grupy zwąchał pismo nosem i postanowił zaprowadzić chłopca na seans hipnotyczny do znanego profesora. Trzeba trafu, że podczas seansu na Leonida zwróciła uwagę pewna dziewczyna, która dla żartów poprosiła, aby ją zahipnotyzował. Jej prośbie stało się zadość, ale nikt z obecnych nie potrafił jej dobudzić, a Grin gdzieś zniknął. Dzięki ojcu dziewczyny, który pracował w komitecie rejonowym partii, szybko młodego hipnotyzera odszukano i zmuszono do przywrócenia nieszczęsnej świadomości. Podobno znacznie później, znany hipnotyzer rosyjski Kaszpirowski, wykorzystywał techniki Grina w swoich seansach. Po tej historii, Leonid ugruntował się w przekonaniu, że posiada rzadki talent i zaczął prowadzić absolutnie niezależny żywot. W tym czasie do Charkowa przyjeżdżali na gościnne występy zagraniczni iluzjoniści i grupy cyrkowe. Do jednej z chińskich grup cyrkowych Lonia przylgnął i po każdym ulicznym przedstawieniu, z tacą w ręku obchodził gapiów zbierając od nich datki. Część z nich brał dla siebie, ale również korzystał z każdej okazji, aby podpatrzeć sekrety swoich chlebodawców.
    A, że uczniem był pilnym, wkrótce stanął przed surowym obliczem dyrekcji cyrków z zamiarem podjęcia pracy w charakterze iluzjonisty na arenie cyrkowej. Hipnozę wybito mu natychmiast z głowy, bo w państwie radzieckim takie bezeceństwa były niemile widziane. W przypadku prezentacji iluzjonistycznych, komisja była mniej surowa, ale przyszłemu iluzjoniście kazała zmienić kostium, upiększyć rekwizyty i nauczyć się poprawnie mówić, bo język Leonida był zaśmiecony żargonem ulicznym. Z pierwszymi dwoma uwagami Grin uporał się dość szybko, ale z językiem ojczystym miał sporo kłopotów. W końcu, skierowano go do aktora Teatru Szewczenki - Porfira Katyszewskiego, który po wielu miesiącach uczynił z Leonida zupełnie nieźle mówiącego po rosyjsku młodzieńca. W tym czasie, matka Leonida nie mogła pogodzić się z wyborem syna i systematycznie niszczyła mu rekwizyty. Kiedy jednak Lonia zaczął przynosić do domu znaczne kwoty pieniężne, machnęła ręką i pogodziła się z „niepoważną” pracą syna. Godziwe zarobki spowodowały, że Grin zaczął prowadzić życie birbanta i hulaki, często wydając pieniądze na zachcianki swoich przyjaciół. Jako niezwykle sprawny manipulator na pracę nie narzekał. Miał jej aż nadto. Jego burzliwe życie lekkoducha, skończyło się z dniem wybuchu wojny. Otrzymał wezwanie do wojska. Popularny sztukmistrz poszedł bronić ojczyzny. Służąc w 15 - tej czołgowej brygadzie, 18 Armii, uczestniczył w walkach o Noworosyjsk. Był trzykrotnie ranny w nogi i kontuzjowany. W tym stanie rzeczy lekarze orzekli, że karierę czołgisty ma już za sobą. Przeniesiono go więc do lżejszej służby. Druga Wojna Światowa zakończyła się dla niego w Stalingradzie. Służąc w armii, Grin nie zapomniał o swoim zawodzie. W wolnych chwilach bawił niezwykłymi manipulacjami swoich towarzyszy broni. Podziwiał jego kunszt głównodowodzący Żukow i uwielbiał jego sztuczki Breżniew. O zdolnościach hipnotycznych, generalicja wolała nie wspominać. Tolerowano go więc, czasami dając mu więcej swobody niż innym żołnierzom. Jeszcze przed wojną, Leonid spotykał się często z Klaudią Szulżenko, występował w koncertach obok Jurija Nikulina i Arkadiusza Rajkina. Miał też wielu uczniów. Sztuki manipulacji uczył Emila Kio, a potem jego syna Igora. W ciągu swojego życia wychował całą plejadę białoruskich i rosyjskich sztukmistrzów. W końcu jednak zapędy do stosowania w pokazach hipnozy, zakończyły się dla niego wyrokiem sądowym. Został skazany na 10 lat obozu pracy. Gdyby nie jego unikalne zdolności, pewnie nie wyszedłby wcześniej na wolność, ale udało mu się opuścić obóz po 3,5 roku. Podobno przyczyniła się do tego kadra funkcjonariuszy obozowych, którym Grin leczył hipnozą członków ich rodzin. Pod koniec lat 40 - tych, ponownie trafił do więzienia w Stalingradzie, za złamanie zakazu stosowania hipnozy w swoich pokazach. Po przedterminowym zwolnieniu, powrócił na rosyjskie areny cyrkowe. Z gościnnymi występami objeździł dziesiątki krajów świata, zawsze powracając do rodzinnego Charkowa. W ciągu całego życia zasmakował wielu zawodów. Pracował jako likwidator czarnobylskiej tragedii, był fotokorespondentem w Uzbekistanie, ale zawsze powracał na arenę. Kiedy bawił z występami w Izraelu, odwiedził go David Copperfield proponując mu współpracę za bajeczne wynagrodzenie. Grin jednak z propozycji nie skorzystał. Dzisiaj, najstarszy manipulator na świecie, żyje samotnie w Charkowie. Jego syn i wnuczka również poszli w ślady swojego antenata. Cyrkowa dynasta Grinów trwa.
Caroni
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix