Krajowy Klub Iluzjonistów

    Malini jest mało znany poza kręgiem profesjonalistów sztuki iluzji. Wiele podróżował po świecie bawiąc bogaczy i wpływowe osobistości. Nie miał powierzchowności jakiej zwykło się oczekiwać od iluzjonisty. Był niskiego wzrostu, miał krótkie ramiona i maleńkie dłonie.
    Dai Vernon pisał: „Patrząc na niego wydawało się, że natura nie była dla niego łaskawa. Ale natura kierowała się własną logiką. Na pierwszy rzut oka można było wziąć go za gwiazdora operowego lub za impresaria. Był zawsze kosztownie i nieskazitelnie ubrany, miał głęboki gardłowy głos i sposób bycia wywierający wrażenie na otoczeniu”.
    Ręce Maliniego były tak małe, że nie mógł przykryć jedną dłonią całej karty, ale jego zręczność była niepojęta nawet dla ekspertów. Mógł sprawić, że cała paczka kart znikała jak kamfora, tak elegancko i subtelnie, że wydawało się, iż roztopiła się pomiędzy jego drobnymi palcami.
    Jeden z trików polegał na tym, że Malini prosił 7 lub 8 osób z widowni, aby wybrały kilka dowolnych kart z talii. Następnie karty były tasowane i wkładane na powrót do talii. Malini prosił kogoś, aby zawiązał mu oczy, potem rozrzucał karty na stole, pożyczał od kogoś scyzoryk i odnajdywał nabijając na scyzoryk każdą z wybranych przez widzów kartę.
    Pytany przez eksperta od trików z kartami, Charlesa Millera, w jaki sposób osiąga swoje nadzwyczajne efekty, Malini odpowiadał: „Nie robię tego, gdy wszyscy patrzą. Czekam... czekam... czekam, aż przestaną mnie obserwować”.
    Jeśli możecie sobie wyobrazić małego, grubiutkiego mężczyznę otoczonego tłumem ludzi, wyda się to niemożliwe, a jednak Malini zdolny był zupełnie odwrócić uwagę od tego, co robił. Jego nazwisko stało się symbolem wspaniałej umiejętności mylenia przeciwnika.
    Malini urodził się w 1873 roku w Ostrowie, mieście położonym na byłej granicy zaboru rosyjskiego i austryjackiego. We wczesnej młodości wyemigrował do Nowego Jorku. W wieku piętnastu lat pod wpływem profesora Seidena zajął się iluzją. W wieku 20 lat był już artystą estradowym z uprawnieniami, a wkrótce sam dawał przedstawienia prywatne, dla elity towarzyskiej w rodzaju tej jaka uczęszczała do Hotelu Waldorf Astoria. Wszystko to miało ogromny wpływ na karierę Maliniego. Dochód z przedstawień zapewniał mu eleganckie ubrania, drogie cygara i dobrą whisky. W domach swoich bogatych patronów bawił kilka tygodni, czasem kilka miesięcy. Wszystkie stały przed nim otworem.
    Najczęściej pokazywał triki z kartami. Na przykład prosił 6 osób, aby pomyślały o różnych kartach następnie podrzucał stolik rozrzucając karty i łapał w powietrzu te, które zostały wybrane przez widzów.
    Ale prezentował też inne triki. Pokazywał trzy całe cytryny i prosił publiczność o wskazanie jednej z nich. Kiedy ją rozkroił na pół, w środku ukazywał się zwinięty banknot.
    Czasami Malini przygotowywał trik przez bardzo długi okres czasu. Krąży wiele opowieści o tym, jakich sekretów używał, aby wykonać trik. Kiedy już raz miał gotowy plan, mógł czekać cały wieczór, a nawet cały tydzień na właściwy moment. Jeżeli taki moment nie nadszedł, trik mógł nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
    Podczas posiłków Malini zwykle robił wiele trików. Na przykład trik z lodem. Malini pożyczał kapelusz od jednego z biesiadników, oglądał go uważnie, mówił właścicielowi, że kapelusz jest bardzo wytworny, gustowny i elegancki, w końcu umieszczał go na stole, a kiedy po chwili go unosił, pod kapeluszem pojawiał się blok lodu.
    Niektórzy iluzjoniści wiedzieli, gdzie Malini przechowuje lód (wieszał go w dwóch woreczkach pod marynarką) wiedzieli nawet, jak wkłada go pod kapelusz, ale nikt nie wiedział w jaki sposób lód znika potem ze stołu.
    Kiedyś Malini planował wykonanie triku z lodem w barze. Ale właściwy moment nigdy nie nadszedł. Oczywiście lód roztopił się i przesiąkł przez marynarkę, ale Malini kontynuował rozmowę jak gdyby nic się nie stało.
    Raz zdarzyło się, że pewna bogata dama prosiła Maliniego aby dał pokaz w czasie jednego z jej ekskluzywnych przyjęć. Malini ukazał się na dworcu jak zawsze nienagannie, niosąc ze sobą tylko maleńką walizeczkę. Szofer, który po niego wyjechał, chciał koniecznie wiedzieć, gdzie są rekwizyty do jego pokazu. Malini odpowiedział: „Ja - to mój pokaz”.
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix