Krajowy Klub Iluzjonistów

    Jakkolwiek Randi jest najbardziej znany jako mistrz wyzwoleń, jest on również biegły we wszystkich typach iluzji. Zaczynał jako asystent, później już samodzielnie, zajął się mentalizmem, aby w końcu skoncentrować się na ucieczkach. Jest szeroko znaną postacią na polu iluzji, zarówno jako wykonawca jak i nauczyciel.
    Swoje pierwsze pokazy dawał jako trzynastoletni chłopiec w Toronto, w sklepie z rekwizytami dla iluzjonistów. Była to bardziej zabawa niż praca. Potem spotkał Terence Kingsley Lawsona i zaczął pracować jako jego asystent. Lawson dawał pokazy po 10, 15 dolarów, co było na owe czasy dużą sumą. Randi nie dostawał z tego wiele, ponieważ jego mistrz wydawał wszystkie pieniądze na gorsety dla swojej asystentki, niemniej jednak miał z tej pracy sporo satysfakcji.
    Sztuka iluzji stała się życiową szansą Randiego. W szkole był uważany za cudowne dziecko, w rzeczywistości był nieśmiały i małomówny, miał trudności z przystosowaniem się do otoczenia. Pokazy magii pozwoliły mu uzyskać pewność siebie, której tak bardzo potrzebował. W wieku 16 lat zaciągnął się do objazdowej rewii Petera Marcha. Spotykały go tutaj same niepowodzenia. W rezultacie musiał opuścić rewię, ukradziono mu wszystkie rekwizyty.
    Niedługo potem zajął się mentalizmem i przybrał imię Książę Ibis. W wieku 20 lat był już Wilekim Randim - Telepatą. Występował w kilku rozgłośniach radiowych w Kanadzie, a jego zdjęcia ukazywały się często w prasie. Wkrótce stał się tak sławny, że ludzie zaczęli przychodzić do niego prosząc o wyleczenie z nieuleczalnych chorób, lub o przepowiadanie przyszłości. Uwieżyli, że rzeczywiście posiada „cudowną” moc. W rezultacie musiał opuścić Toronto i zniknąć na jakiś czas. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Był to rok 1948. Niedługo potem powrócił do Kanady już jako Cudowny Randi.
    Specjalizował sie teraz w wyzwoleniach, które wbrew niemu samemu stały się jego profesją. Aby uzyskać popularność, Randi - podobnie jak Houdini - zaczął karierę od ucieczek z więzienia. Po kilku szczególnie efektownych ucieczkach, m.in. z więzienia w Quebec, jego przyjaciele zaczęli nalegać, aby skoncentrował się wyłącznie na ucieczkach. Tak się też stało, chociaż Randi żałował chwilami swojej decyzji.
    „Od tej pory Houdini stał za mną jak cień - mówł Randi - Nie mogłem się od niego uwolnić. Nigdy nie chciałem dorównywać Houdiniemu. Nigdy nawet nie mówiłem, że wykonuję jego triki. Porównanie z kimś tak znanym jest dobrą rzeczą na początek, ale nigdy nie można być rzeczywiście Houdinim, zawsze pozostaje się naśladowcą”.
    Wiele było oczywiście wspólnego w sztuce Houdiniego i Randiego. Randi uwalniał się z lin, kajdanków, skrzyń i baniek, kontynuował ucieczki z więzienia, podobnie jak to robił Houdini. Pokazywał uwolnienia się z kaftana bezpieczeństwa, wisząc w powietrzu do góry nogami. Ale miał swój własny styl. Niektóre wyzwolenia były bardzo dramatyczne, jak na przykład z zamkniętej i wypełnionej wodą bańki od mleka. Ale kiedy przedstawiał prostsze triki, na przykład uwolnienie z wiezów liny, był radosny i żartował z publicznością. Prowadzi komiczny monolog, kiedy pokazuje scalenie podartej gazety. Był on w równym stopniu mistrzem wielkich ceremonii jak i pokazów dla dzieci.
    Randi był szczególnie ostrożny, gdy dobierał sobie asystentów. Musieli to być ludzie w pełni kompetentni, tacy, którym można było całkowicie zaufać. Z tego powodu byli oni nie tylko pomocnikami, ale jego uczniami. Na przykład Jim Pyczynski, który był asystentem Randiego w latach 1974-1976, został artystą magii, specjalizującym się w wyswoleniach.
    Biegłość w sztuce iluzji, jaką osiągnął Randi oraz fachowe przygotowanie jego asystentów zapobiegały niebezpieczeństwu. Podnośnik, którego mistrz używał, pokazując uwalnianie się z kaftana bezpieczeństwa, był setki razy sprawdzany, ponadto posiadał trzy odrębne mechanizmy, które utrzymywały go w powietrzu. Jeżeli jeden puści, dwa pozostałe miały zapobiec nieszczęściu. Randi miał ogromną wiedzę o wszelkiego rodzaju zamkach. Częściowo sam budował swój ekwipunek.
    Pomimo tej ostrożności nieraz znajdował się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Kiedyś, zamknięty w sejfie, uświadomił sobie, że zamek jest popsuty i że jeżeli go poruszy, zablokuje drzwi na dobre. Ostatecznie zawołał o pomoc w momencie, kiedy już prawie nie miał powietrza. Na szczęście jego asystent wiedział jak go uwolnić. „Zawsze można się pomylić - mówi Randi - niezależnie od tego jak długo uprawia się ten zawód”.
    „Oczywiście cieszy mnie moja popularność. Chciałbym, aby gdzieś, któregos wieczoru, wyszedł ktoś na scenę i powiedział, że zainteresował się iluzją pod wpływem przedstawień Cudownego Randiego. Ale chciałbym być także znany po prostu jako człowiek, nie tylko jako ktoś, kto wkłada co wieczór maskę czarodzieja” - mówił Randi.
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix