Krajowy Klub Iluzjonistów

    Właściciel tytułowego pseudonimu, Tomasz Chełmiński jr. (ur. 6 IV 1956 w Poznaniu, syn Tomasza sen. vel „Salvano” i Zofii) nie został iluzjonistą dzięki - jeśli wolno tak powiedzieć - pobożnym życzeniom. Sam nie bez rodzinnej i zawodowej dumy zalicza się do uczniów swego ojca - arcymistrza w tej branży. W latach 1981 - 1983 asystował mu w pracy na terytorium Monako, (nb. w ekskluzywnym kabarecie w Monte Carlo pn.: „Folies Russes”) i Szwajcarii oraz kilkakrotnie we Francji i Włoszech, zaznajamiając się z blaskami i cieniami tej profesji. Istotną rolę w finalnym stadium jego fachowej edukacji odegrała matka adepta, Zofia (zm. 1999), która potrafiła efektywnie zdopingować do intensywnego wysiłku obu Tomaszów - seniora do wprowadzania ich syna w zawite arkana zawodu, natomiast juniora do wytrwałych ćwiczeń. W dziele przygotowania synowskiego numeru estradowego.
    „Salvano” nie szczędził czasu na przekazywanie specjalistycznej wiedzy i umiejętności, zaawansowanemu już w zakresie iluzji jako sztuki, uczniowi oraz zachęcał - przezornie: rzadko dawkowanymi - pochwałami do perfekcyjnego opanowania koniecznej sprawności i niezbędnej poprawności w demonstrowaniu trików, a także ich zestawów. Wdzięczność wobec rodzica - nauczyciela jego syn wyraził jak mógł najlepiej - po prostu pilnie się uczył, nierzadko wykazując trafną inwencję co do detali komponentów budowanego programu. Faktem jest, że intencjom obojga rodziców ich syn uczynił zadość w krótkim czasie, a sobie samemu sprawił satysfakcję: zdobył zaliczany do wolnych zawód iluzjonisty.
    Niebawem samodzielnie wystartował w tej profesji. Jesienią 1983 r. zadebiutował w nadsekwańskiej metropolii na scenie kabaretu „Soir de Paris”, opodal Łuku Triumfalnego, pod pseudonimem „Rayan Noris”. Nosił też, względnie łatwe do prawidłowego wymówienia, pseudonimy „Remo WIliams” i „Ray Salvan”, a od 1993 r. pracuje jako „Tom Anders”.
    Jego artystyczny numer iluzji, znany autorowi tego tekstu, wyglądał i, doskonalony w miarę upływu lat, nadal wygląda mniej więcej tak. Iluzjonista pojawia się z ozdobną chustką i przykłada ją do górnej kieszeni smokingowej marynarki, jednak barwa chustki nie wydaje się mu odpowiednia. Ale jest magikiem, więc bez trudu zmienia jej kolor na dopasowany do stroju. Później artysta zapala papierosa i wyczarowuje z powietrza dalsze dymiące papierosy, które w sposób widoczny dla publiczności wrzuca do popielniczki. Nagle w dłoni wykonawcy kłania się widzom, zmaterializowana również znikąd, karta do gry. Z jednej robi ich kilka, l od razu rozpoczynają one iście magiczne igrce: znikają, by za moment znów się ukazać, przemieszczają się z ręki do ręki i w następnym efekcie ulegają sekretnej metamorfozie - oto wachlarz kart formatu standardowego powiększa się błyskawicznie czterokrotnie. Tym samym zamyka się krótkotrwały akt manipulacji kartami do gry, w danym przypadku do gry magicznej. Potem iluzjonista wykonuje trik picia wody z porcelanowych czarek, które opróżniane przezeń kilkakroć do dna, mimo to w niepojęty dla laików sposób za każdym razem napełniają się wodą, mogąc natychmiast napoić spragnionego. Słowem - mały magiczny cud. A cały numer kończy prezentacja takiego sekwensu trików. Rozpostartą gazetę wykonawca zręcznie zwija w rożek (prawie: róg), do którego bez zwłoki wlewa ze szklanego, zresztą przezroczystego dzbanka (niemal: dzbana) wodę, po czym odstawia naczynie, a zawartość papierowego rożka „wylewa” w stronę publiczności - oczywiście, był to tylko gest symulujący wylewanie, woda bowiem zdążyła wcześniej wyparować. Artysta po raz wtóry demonstruje widzom tę samą rozwiniętą gazetę i ponownie sprawnie formuje z niej rożek, z którego już prawdziwie wylewa wodę do dzbanka. A zmięty rożek wykonawca rzuca w kierunku widzów, którzy sami wyprostowują gazetę i - zaskoczeni - przekonują się, że jest ona normalna oraz tylko śladowo, tu i ówdzie, mokra. Można przy tym odnieść wrażenie, iż przed chwilą było się świadkiem zilustrowania przez magika powszechnie znanej tezy, że w przyrodzie nic nie ginie. Wreszcie finalny trik tego sekwensu i zarazem całego numeru. Dzbanek, przed chwilą postawiony na blacie magicznego stolika, zostaje przykryty chustą, którą iluzjonista na krótko uchyla od strony publiczności i jednocześnie uderza pałeczką jest tym lepiej słyszalne, że w danym momencie milknie muzyka. Następnie wykonawca zdejmuje ze stolika ów dzbanek razem z otulającą go chustą, po czym całość podrzuca dość wysoko przed siebie, czego wcale mocnym efektem jest zniknięcie dzbanka. Na ręce artysty spływa jedynie wiotka chusta. Zsynchronizowana z wartkim tempem prezentacji numeru „Toma Andersa” muzyka to dodatkowa jego zaleta.
    Skrótowo opisany wyżej program szlifował „Tom Anders” w paryskim muzeum figur woskowych, znanym jako „Musee Grevin”, gdzie występowali m. in. Holender „Fred Kaps” i Polak „Vadini” (członek KKI w Łodzi). Jednorazowo engagement trwało w tym muzeum trzy miesiące. „Tom Anders” pracował w nim łącznie przez 10 kwartałów (po raz pierwszy w 1985 oraz w l. 1992 - 2000, z wyjątkiem 1998 i dwukrotnie w 1994). Skoro się zważy, że w dni powszednie miewał tam po 4 występy, zaś w soboty i niedziele przeciętnie po 6, a w miesiącach wolnych od nauki szkolnej nawet po kilkanaście razy dziennie (rekord stanowiły 22 występy w ciągu jednego dnia), to trzeba przyznać, że głównie na teatralnej scenie tego muzeum jego estradowy numer zyskał akuratny szlif. Mimowolnie wszedł też „Tom Anders” do historii muzeum „Grevin” jako ostatni z iluzjonistów w nim pracujących (31 XII 2000), albowiem od 2001 r. nowy właściciel obiektu zrezygnował z kontynuowania wieloletniej tradycji i zlikwidował tam spektakl magii.
    Ósmy rok z rzędu pracuje bohater tego artykułu we francuskim odpowiedniku Disnylandu pn.: „Parc Asterix”, do którego wprowadził go paryski iluzjonista, zaprzyjaźniony z nim, Guy Lorę. Pierwszy rok pracował w tamtejszym teatrze „Panoramix”, wcielając się w postać druida (czarodzieja) Asterixa, a od 1997 r. do chwili obecnej (anno 2002) grywa role maga Titijesgromines ze starożytnego Egiptu, wykonując przeważnie duże iluzje, w tym także jedną, wywodzącą się z dawnego (pierwsza połowa lat 60. ubiegłego wieku) „Teatru Iluzji Salvano”, polegającą na zamianie 2 małych lalek w 2 urodziwe panie.
    W grudniu 1994 r. wziął udział w tournee międzynarodowej rewii magii (m. in. z „Salvano”) po terytorium Hesji, a trasa obejmowała miasta z koncertów na tej trasie nieoczekiwanie naszło „Toma Andersa” sentymentalne wspomnienie sprzed 20 lat, kiedy to, będąc absolwentem szkoły rajdowej (przy ówczesnej Fabryce Samochodów Osobowych w Warszawie) uczestniczył w samochodowych rajdach. A może wspomnienie to wzbudzone zostało u niego faktem pokonywania trasy koncertowej samochodem o dużej mocy silnika?
    Również razem z „Salvano” wykonywał „Tom Anders” swój numer iluzji w ramach galowych przedstawień następujących kongresów: IBM w Eastbourn (IX 1994, Wielka Brytania), SAM w Bostonie (VII 1995, USA; w numerze 12 z maja 1995 na s. 16 czasopisma SAM pt: „M-U-M” opublikowano o nim m. in. następujące zdanie (cyt.): „Tom łączy klasyczną manipulację z kilkoma efektami, które będą nowe dla amerykańskich widzów”.), MZvD we Frankfurcie n. Menem (XI 1995, RFN) i IBM w Tokio (VIII 2001, Japonia).
W okresie minionych 20 lat „Tom Anders” pracował, jak dotąd, na 4 kontynentach, a mianowicie: Afryka (Senegal), Ameryka (USA), Azja (Japonia) oraz Europa (Monako, Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania, Włochy i - jak najdłużej - Francja). Poza granicami Republiki Francuskiej przedstawiany bywa jako „Tom Anders z Francji” lub „z Paryża”, wiadomo jednak, że tego rodzaju informacja, to jedynie adres. „Tom Anders” jeszcze całkowicie nie sfrancuział i chyba mu to nie grozi. W 2002 r. zamierza wystąpić po raz pierwszy w Polsce, co z dużą dozą prawdopodobieństwa odbędzie się w warszawskim lokalu „Fenix” (przy ul. Kredytowej), którego bossem jest długoletni członek KKI, posługujący się pseudonimem „Presto”.
    W połowie października 2001 r. piszący te słowa miał sposobność spotkać się z „Tomem Andersem” (z którym zna się grubo ponad ćwierć wieku) w jego warszawskim mieszkaniu i w trakcie wspólnego popijania aromatycznej herbaty nakłonił go do zwierzeń na temat uprawianej przezeń profesji.
    Oto w streszczeniu i z pamięci, kilka jego myśli i poglądów. W iluzji, zresztą podobnie jak w innych rodzajach sztuki estradowej i w ogóle sztuki, nie sposób być demokratą. Przecie każdy artysta jest inny i każdy pracuje inaczej (po niemiecku = anders), nawet wykonując taki sam trik. Nie było, nie ma i nie będzie iluzjonisty doskonałego pod wszystkimi względami. Istotnym zatem celem szanującego się artysty iluzji powinno być, w latach jego zawodowej aktywności, ustawicznie zbliżanie się do ideału. Stąd też trzeba wystrzegać się zawrotu gtowy z powodu zachwytu nad własnymi osiągnięciami. Inaczej bowiem łatwo jest popaść w bufonadę. W akcji na estradzie czy scenie powinno się być panem swoich decyzji, a owe ostatnie podejmować z absolutną pewnością. Widzowie, wbrew pozorom, bywają bardziej spostrzegawczy, niż się na ogół sądzi, toteż rekwizyty iluzjonistyczne należy mieć wypucowane do tego stopnia, żeby świeciły nawet w ciemności. Pamiętać należy o tym, że Bóg wybacza, a publiczność raczej nigdy. Źle bywa, gdy reklama - zazwyczaj autoreklama - przewyższa mistrza, a historia sztuki iluzji zna takie przykłady. Nie przeszkadza to, by nie doceniać mocy sprawczej reklamy, wyrażonej na przykład takim sloganem: „Nie da ci ojciec, nie da ci mama - tego, co może ci dać reklama”. Jeżeli magik w swym programie demonstruje wszystko i w zasadzie nic szczególnego, to jest to wręcz fatalne (naturalnie, przede wszystkim dla magika) nieporozumienie, l wreszcie jego wyznanie natury osobistej. Jedynym idolem i mentorem w zakresie kunsztu magii „Toma Andersa” jest „Satvano” - wielki „Salvano” (którego francuski fachowy periodyk „Revue de la Prestidigitation” z lipca-sierpnia 2001 na s. 3 określił piórem Didiera Ladane'a, m.in. mianem - cyt. - „Legendarnej postaci świata magii...”).
    Powyższy przyczynek do artystycznej biografii „Toma Andersa” zdaje się zaprzeczać przysłowiu, głoszącemu, że: „Nic nie rośnie pod wielkimi drzewami”.
Marek Zdrojewski - Aremi
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix