Krajowy Klub Iluzjonistów

    Stare porzekadło mówi: Kto szuka ten znajdzie. Tak też stało się w moim przypadku. Szperając w internecie, natrafiłem na stronę redagowaną przez Jędrzeja Bukowskiego, która zaskoczyła mnie dojrzałością jej autora i poważnym potraktowaniem tematu. A, że jej autor - choć młody wiekiem - dał się poznać jako nietuzinkowy mistrz czarodziejskiej sztuki, jego postać postanowiłem przybliżyć szerokiemu gronu czytelników naszego poradnika.
    Jędrzej Bukowski urodził się 16 lutego 1981 roku we Wrocławiu - mieście z dużymi tradycjami iluzjonistycznymi. Jak sam wspomina, w jego rodzinie takich tradycji nie było. Rodzice - dr. inż. Budownictwa - zawsze kładł nacisk na kształcenie chłopca w kierunku nauk ścisłych, matka zaś - z wykształcenia pedagog - dbała, aby młody Jędrzej nie stronił od nauk humanistycznych, a w szczególności od przedmiotów artystycznych. Nic więc dziwnego, że jej starania zostały uwieńczone sukcesem... W wieku 7 lat Jędrzej podjął naukę w szkole muzycznej pierwszego stopnia - w klasie fortepianu. Nie zagrzał tam długo miejsca. Mając 11 lat zapałał pasją do tańca towarzyskiego. W 1993 roku - w ramach czasu pozaszkolnego - rozpoczął treningi w klubie tańca Państwa Anny i Wojciecha Jabłczyńskich. Tu odnajdywał radość w tym co robił. Był przekonany, że znalazł zajęcie, do którego został stworzony. Ale co mu tak naprawdę jest pisane, jeszcze nie wiedział. Zimą 1996 roku, Jędrzej zobaczył w telewizji występ Davida Copperfielda. Jego pokaz zrobił na nim piorunujące wrażenie. Nowa pasja pochłonęła go bez reszty. Oczywiście chciał robić od zaraz wszystko to co zobaczył na szklanym ekranie. I próbował... Dzisiaj, na myśl o swoich wyczynach w tamtym okresie, uśmiecha się z zażenowaniem. Zauważył jednak, że im bardziej zagłębiał się w tajniki „czarowania”, tym gorzej tańczył. W taki to sposób - z roku na rok - jego nowe hobby, stopniowo wypierało taniec towarzyski. Zrezygnował z niego w 1997 roku, aby całkowicie oddać się sztuce iluzji. Jego pierwszym nauczycielem został Andrzej Słowiński - Astralvi, którego poznał w Domu Kultury przy ul. Dubois we Wrocławiu. Jego lekcji na temat struktur KKI, historii sztuki iluzji i prezentacji trików słuchał uważnie. Kiedy zaś poznał swojego aktualnego mistrza i mentora Andrzeja Śliwę Wyszomirskiego, po raz pierwszy zrozumiał, że nie trzeba naśladować Davida Copperfielda, aby zostać „wielkim magiem”. Nowy nauczyciel postawił na rozwijanie kreatywności w Jędrzeju. Zadawał mu zagadki pobudzające logiczne myślenie i ćwiczył jego pamięć. Jędrzej do dziś pamięta jego słowa: „Jeżeli chcesz poznać sekret jakiejś sztuczki, to wystarczy, że pójdziesz do najbliższego sklepu magicznego w Hamburgu - bo nasz bohater właśnie gościł w tym mieście - i za kilkadziesiąt marek kupisz rekwizyt wraz z opisanym sekretem. Nie dziw się jednak, gdy zobaczysz, że dziesiątki innych iluzjonistów będzie pokazywać tę sztuczkę na takim samym rekwizycie i z taką samą oprawą artystyczną. W końcu kupili go w tym samym sklepie i przeczytali tę samą instrukcję. Jak temu zapobiec? Lepiej wymyśl sobie sztuczkę sam.” Te słowa zmieniły jego spojrzenie nie tylko na sztukę iluzji, ale w ogóle na wszystkie działania artystyczne. Okres nauki pod okiem mistrza, zaowocował wkrótce pierwszymi płatnymi występami oraz pokazami w telewizji w programach „Stypendium złotej rybki”, „Weekend Weekend”, „Rower Błażeja” i „Sztukmistrz z Wrocławia”.
    W 2001 roku, Jędrzej zadebiutował w przeglądzie konkursowym jaki odbył się we Wrocławiu z okazji Warsztatów Iluzjonistycznych. Jego pokaz oceniono bardzo wysoko. Jury przeglądu, przyznało mu nagrodę główną. To wyróżnienie jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że obrał w życiu właściwą drogę. Rok później, stanął do konkursu zorganizowanego z okazji Kongresu Iluzjonistów w Łodzi. Tym razem zajął zaszczytne drugie miejsce, prezentując pokaz mikro efektów. Wydawałoby się, że młody człowiek osiądzie na laurach. Osiągnął przecież sukces... ale nie taki cel, wyznaczył sobie nasz bohater. Jędrzej szuka kontaktów w agencjach impresaryjnych, ekskluzywnych lokalach, agencjach reklamowych i działach marketingu różnych firm. Część otrzymanej gaży, zawsze inwestuje w rozwój swoich programów. Dziś ma już stałych odbiorców, dzięki którym może liczyć na regularne występy. Czarując, nie zapomina jednak o nauce. Sumiennie wypełnia obowiązki studenta Politechniki Wrocławskiej, która jak sam mówi pozwala mu chociaż na chwilę odetchnąć od sztuki iluzji, a z drugiej strony daje mu podstawy techniki, która - jak zauważa - jest bardzo pomocna przy konstruowaniu nowych rekwizytów. Co chciałbyś jeszcze dodać? - pytam. „Chyba to, że co raz mniej podobają mi się efekty z zakresu dużej iluzji, a co raz bardziej kameralne triki z dziedziny Close - up - dodaje. Chyba w tym kierunku pójdę.” I chyba ma rację. Jego plany na dzisiaj - choć konkretne, mogą się jednak zmienić. Życzę mu wytrwałości w ich realizacji.

Caroni
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix