Krajowy Klub Iluzjonistów

    Iluzja Douga Henninga jest nowoczesna, śmiała w stylu i inscenizacji. Często Henning i jego asystenci ubrani są po prostu w niebieskie dżinsy. Twarz Henninga, otoczona długimi, kręconymi włosami, jest sympatyczna i ożywiona. Ma spokojny głos. Nic w nim, oprócz jego pracy, nie przypomina iluzjonisty.
    Doug Henning pokazuje zarówno iluzję klasyczną jak i nowe triki według własnych pomysłów. Jest jednym z najwybitniejszych iluzjonistów. Jego wkład w rozwój iluzji jest ogromny.
    Henning wierzy, że iluzja może być wysokiej klasy sztuką dramatyczną i zawierać w sobie wiele poezji. Według niego iluzjonistów można podzielić na cztery grupy. Pierwsza grupa to iluzjoniści, którzy pokazują poszczególne triki bez odpowiedniej oprawy. Druga kategoria to „kuglarze”. Opanowali doskonale tajemnice iluzji, ale w ich pokazach nie ma poezji. Najwyższa kategoria to „biali” i „czarni” iluzjoniści. Pokazy „czarnych” iluzjonistów są sataniczne, pełne płomieni i ognia, mrożące krew, prezentowane z wielką pompą. „Biali” iluzjoniści tworzą swoje cuda poprzez piękno.
    „Ja próbuję być „białym” iluzjonistą - mówi Henning - Chcę sprawiać radość moją magią”.
    Po raz pierwszy zobaczył pokaz iluzjonistyczny w wieku 6 lat w telewizji.
    „Zapytałem wtedy mamę, co sprawia, że kobieta unosi się w powietrzu? Powiedziała - iluzja. Do dziś pamiętam tamto uczucie i chcę moimi pokazami wywołać podobne”.
    Pochodzi z Oakvill w stanie Ontario. Swój pierwszy pokaz dał w wieku 14 lat. Nie myślał wtedy o tym, aby poświecić się zupełnie magii. Po ukończeniu szkoły średniej zapisał się na Uniwersytet, na medycynę. Podczas studiów zarabiał pracując na lotnisku w Toronto. Była to bardzo ciężka praca, postanowił więc dawać pokazy iluzji. Występował w barach i nocnych klubach. Potem zdecydował się przerwać na jakiś czas studia, aby dawać pokazy. Zaczął podróżować. Przez rok poznawał innych iluzjonistów. Uczył się m.in. u Dai Vernona i Tony Slydiniego.
    „Zdecydowałem, że moja iluzja będzie czymś więcej, niż pokazywaniem trików - mówi Henning. - Ale było zaledwie kilka miejsc, w których mogłem występować. Nie chciałem pracować w nocnych klubach, bo tam pokaz musiał być komiczny i bardzo pikantny. Według mnie to wykluczało cały artyzm. Pracowałem w kawiarniach, potem podróżowałem z grupą rockową. Robiliśmy wspólne przedstawienie oparte na muzyce i magii. Szło nam tak dobrze, że zdecydowałem się na musical. Za pożyczone pieniądze zorganizowaliśmy pokaz reklamowy w Toronto. Kupił go pewien człowiek. Mogliśmy teraz wynająć Royal Alexandra Theatre na dalsze występy. Przed pierwszym mieliśmy czas tylko na dwie próby generalne i żadna z nich nie mogła się odbyć w teatrze. Nie byłem z tego występu zadowolony. Popełniliśmy szereg błędów, ale w Royal Alexandra był to sukces. Ludzie zaczęli o nas mówić. Dwóch nowojorskich producentów przyjechało do Toronto, aby nas zobaczyć. Zaczęli mnie namawiać, abym pokazał nasz show na Broadwayu. Ale nie chciałem jechać do Nowego Yorku. Broadway dla mnie wtedy nic nie znaczył. Niedługo potem spotkałem Grovera Dale'a, który został dyrektorem „The Magic Show”, naszego programu. Nauczyłem się od niego bardzo dużo i wtedy zdecydowałem się pojechać do Nowego Yorku”.
    Tryumf, jaki Henning odniósł na Broadwayu, był pierwszym stopniem do jego kariery.
    To, co prezentuje Henning na scenie, jest zabawne. Dla przykładu: w The Magic Show pokazuje trik pt. „Zmysłowa piękność w szklanym pudle”. Henning wnosi płonącą pochodnię, wyciąga rękę i w blasku ognia ukazuje się dziewczyna w przeźroczystym pudle. Dziewczyna skarży się żałośnie, że czarodzieje bez przerwy ją niepokoją, nie dając jej ani chwili spokoju. Tymczasem Henning porywa dolną część pudła i ucieka z nią w rytm szalonej muzyki. Górna część Piękności znajduje się w rozpaczliwym położeniu!
    Podobnie jest w „Celi wodnych tortur”, triku Houdiniego. Doug Henning nie minimalizuje niebezpieczeństwa, ani nie dyskredytuje autora tego triku, rozwija jedynie napięcie w inny sposób. Kiedy mija czas i widownia w napięciu oczekuje mającego pojawić się zza kurtyny Henninga, na scenę wdziera się zakapturzony asystent z toporem w ręku, biegnący na ratunek swemu mistrzowi. Asystent zrywa kaptur i okazuje sie, że jest to Henning we własnej osobie!
    „Nie chcę wchodzić na scenę krztusząc się i kaszląc - mówi Henning. Myślę, że trik zyskuje na tym, jeżeli wbiegam na scenę przebrany za kogoś, kto chce mnie ratować”.
    Ale te żarty nigdy nie wpływają na poziom pokazywanych trików. Henning bardziej oczarowuje niż straszy widzów. Tworzy tajemniczą atmosferę za pomocą muzyki i swoistej choreografii. W jednym z trików, który nazywa: „Rzeczy, z którymi można zderzyć się w nocy”, Henning wyciąga z pustego pudełka trzy ogromne kleksy. Kiedy po kolei wynurzają się, pokazuje je na tle dużej płachty jasnego jedwabiu. Następnie trzy ogromne kleksy brną poprzez scenę, grzęzną w mroku, plączą się w świetle, wreszcie każdy z nich zamienia się w człowieka, a środkowym kleksem okazuje się być uśmiechnięty sam Doug Henning.
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix