Krajowy Klub Iluzjonistów

    Zazwyczaj iluzjoniści opierają swoje pokazy na jakimś motywie przewodnim. W twórczości Nielsena jest to motyw muzyczny. Ideę muzycznej magii stworzył w ciągu kilku lat. Pierwszym trikiem z tej dziedziny były latające skrzypce.
    „Robiłem ten trik z latającymi piłkami i fruwającym ubraniem, stare efekty Thurstona” - mówi Nielsen. - „Kiedyś pomyślałem sobie, że mógłbym zrobić ten trik z czymś bardziej interesującym niż piłka. Najpierw przyszła mi do głowy grająca trąbka, ale widzowie nie byliby w stanie zauważyć poruszających się klawiszy. Niedługo potem zbudowałem skrzypce”. Kiedy już miał gotowy model skrzypiec, zaczął komponować w okół nich pewną całość.
    Nielsonowskie Latające Skrzypce są jednym z najładniejszych trików prezentowanych w dzisiejszej magii. Rozpoczynał nimi zwykle swoje przedstawienie. Oprócz tego pokazywał standardowe triki, jak: lewitacje, triki z kartami i znikającymi przedmiotami, ale wszystkie były świeże i ekscytujące, wykonane z ogromną precyzją, na którą złożyły się lata ciężkiej pracy i długoletnie doświadczenie. Każdy z nich stanowił dokładnie przemyślaną dramaturgiczną całość.
    Nielsen pojawiał się na scenie spokojny i uśmiechnięty, powściągliwy, ale przyjaźnie nastawiony do publiczności. Nigdy się nie śpieszył. Ubrany był zgodnie z tradycją we frak, ale i zgodnie z aktualną modą. Żabot i falujące nieco dłuższe włosy składały się na obraz nowoczesnej elegancji.
    Występ poprzedzała muzyka, która milkła, kiedy miał się ukazać na scenie. W idealnej ciszy Nielsen wnosił na scenę skrzypce. Z początku wydawało się, że sam ma zamiar na nich grać, ale już po chwili smyczek i skrzypce płynęły w powietrzu. Smyczek łagodnie dotykał strun i z instrumentu wydobywała się słodka muzyka. Skrzypce wydawały się mieć własną osobowość, kiedy unosiły się nad magiczną chustą Nielsena. Od czasu do czasu kryły się za nią, jak płochliwe dziecko, które zlękło się publiczności. Nielsen zachęcał je łagodnie, słowami i ruchem głowy dodając im odwagi. Posłusznie wracały, smyczek znów dotykał strun, a muzyka oczarowywała publiczność.
    Jak wielu magikow Norm Nielsen zetknął się z iluzją w wieku dwunastu czy trzynastu lat, w swoim rodzinnym mieście, w stanie Wisconsin. Był tam fryzjer, który parał się iluzją, wieczorami chodził z jednego baru do drugiego pokazując swoje triki. Nielsen chodził za nim i podpatrywał. Wkrótce sam zaczął tworzyć własne triki.
    Kiedy był już dorosły i sławny, swoje przedstawienia kończył zwykle oryginalną wersją Snu Skąpca.
    Wydobywał monety z powietrza w coraz szybszym tempie, tak że wydawały się wylewać z jego palców i każdą z nich spuszczał po pionowym ksylofonie. Pierwsza moneta spadając wybijała dzwoniącą skalę dźwięków, potem opadały następne „grając” numizmatyczną melodię. Złote monety spadały w dół po złotej klawiaturze, jak połyskujący deszcz w tym pokazie - klejnocie.
    Nielsen występował również w Europie. Rozpoczął pracę dziewięciomiesięcznym kontraktem w Paryżu. Szybko zorientował się, że europejskie kabarety oferują mu kożystniejsze warunki niż w USA. „W Europie iluzjonista może pracować przez siedem dni w tygodniu. Każde większe miasto ma przynajmniej jeden nocny klub, a zwykle więcej. Poza tym Europejczycy traktują iluzjonistów bardziej serio niż Amerykanie” - mówił Nielsen. Mimo że rzadko powracał do rodzinnego kraju, jego sława tam rosła. Inni magicy mówili o nim tonem pełnym szacunku, jak zasługiwały na to jego piękne pokazy.
    Pod koniec życia uświadomił sobie koniec swoich możliwości i otworzył sklep w Kenosha, w stanie Wisconsin. Budował, sprzedawał różne triki i iluzje, wykorzystując swoją wprawę i zręczność, które dawniej umożliwiały mu tworzenie swoich własnych efektów.
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix