Krajowy Klub Iluzjonistów

    Jak głosi chiński horoskop, ludzie urodzeni w znaku kozy, są marzycielami, przejawiają działalność twórczą, a co najistotniejsze obdarzeni są wyobraźnią. Kontakt ze sztuką, przedkładają nad przyziemne czynności. Sprawy materialne są dla nich nieważne. Dzięki wyrozumiałości, dobroci i skłonności do zgody, cieszą się sympatią otoczenia. Zdzisław Niemeczek (ur. 9.10.1943r. w Łodzi), wydaje się tę magiczną diagnozę potwierdzać. Przyszedł na świat w rodzinie artystów cyrkowych, zamieszkałej na stałe w Łodzi. Po raz pierwszy w życiu, światło dzienne ujrzał w kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 104. Wojażując po kraju z cyrkiem, z wypiekami na twarzy obserwował wyczyny dorosłych na arenie i w skrytości ducha marzył, że on również kiedyś na niej wystąpi. Szczęście uśmiechnęło się do niego wcześniej niż się spodziewał. W wieku 11 lat został etatowym pracownikiem Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych w Warszawie. Choć z punktu widzenia prawa było to niemożliwe, ówczesnemu dyrektorowi ZPR przepisy udało się obejść... Powołał się mianowicie na pracę dzieci artystów cyrkowych w dawnym ZSRR, a że wówczas przykład szedł z góry, władze uznały, że jest to przypadek szczególny i mały Zdzisio mógł – oczywiście za godziwym wynagrodzeniem – fikać koziołki na arenie u boku rodziców. Został akrobatą. W tamtych latach, gaże artystów cyrkowych nie były wysokie i każdy z nich dorabiał jak tylko potrafił. Państwo Niemeczkowie z synem, do południa występowali w szkołach a wieczorami swój kunszt sprzedawali na arenie. W 1956 roku dyrekcja ZPR, skierowała rodzinę Niemeczków do pracy w cyrku nr.8. W nowym miejscu pracy, zaczęła się przygoda Zdzisia ze sztuką iluzji. To tu właśnie poznał swojego pierwszego nauczyciela magicznych trików, w osobie znanego w kraju iluzjonisty Kazimierza Godzonera. Zdzisio był uczniem pojętnym, więc nic dziwnego, że starszy Pan Niemeczek, kupił synowi kilka rekwizytów iluzjonistycznych, aby umocnić zainteresowania syna. W następnym sezonie rodzina Niemeczków trafiła do cyrku, w którym występował węgierski iluzjonista Potassy. A, że była to znakomitość na skalę światową, wiedza Niemeczka wzbogaciła się o wiele nowych sekretów magicznego warsztatu. W cyrku „Poznań”, poznał innego znakomitego iluzjonistę o pseudonimie „Recha” – narodowości niemieckiej. Kontakty te, niebawem zaowocowały samodzielnymi występami Zdzisława – już w charakterze iluzjonisty – w szkołach i na imprezach okolicznościowych. Cyrku jednak nie porzucił i w dalszym ciągu występował na arenie jako akrobata. Widocznie dyrekcja doceniła lojalność i chęć podnoszenia kwalifikacji swojego pracownika, bo już w 1963 roku wysłano Zdzisława na tournee do Bułgarii. Później tych wyjazdów było co raz więcej... Wreszcie zimą, w sezonie 1973/74 podpisał kontrakt na trzy miesięczny wyjazd do USA, z grupa polskich artystów estradowych. Razem z nim wyjechał polski iluzjonista Kordian-Wach. Dziś wspominając go, Zdzisław mówi, że był to bardzo dobry człowiek i serdeczny kolega nie skąpiący wskazówek tak niezbędnych młodemu iluzjoniście. To właśnie dzięki niemu, Zdzisław doszedł do wniosku, że nadszedł czas, aby akrobatyczne salta, zamienić na bardziej subtelne gesty. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, Niemeczek skierował swoje pierwsze kroki do ówczesnego dyrektora ZPR Władysława Kieresa – również iluzjonisty. W rozmowie, dał mu do zrozumienia, że chciałby realizować swoją dalszą działalność artystyczną na arenie, w charakterze iluzjonisty. Kieres wyraził zgodę, ale postawił warunek: Musi to być pokaz tzw. dużych iluzji. W owym czasie Zdzisław był już żonaty i myśl o wspólnej pracy z żoną Dagmarą na arenie, wydała mu się najlepszym rozwiązaniem dla dobra małżeństwa. Nie namyślając się, Niemeczek przystąpił do realizacji swoich planów. Od byłej iluzjonistki Zofii Wawrzyniak, kupił bartlowski numer znany jako „najszybsza iluzja świata”. W warsztatach ZPR w Julinku, koledzy i przyjaciele wykonali mu niezbędne rekwizyty do „lewitacji na mieczach”. Wystarczyło teraz przygotować odpowiednią inscenizację, przećwiczyć numer i co najważniejsze zaliczyć egzamin przed Komisją Weryfikacyjną przy Ministerstwie Kultury i Sztuki. Udało się. Teraz już, jako iluzjonista z dyplomem, Niemeczek nie musiał szukać pracy. Ona szukała jego. W 1975 roku artysta wyjechał na cały sezon do Czechosłowacji i Austrii. Przez następne trzy lata występował kabarecie „Friko”, którego szefem był Józef Prutkowski. W rok później, otrzymał angaż w Bułgarii. Wkrótce jednak zachorowała bardzo poważnie jego żona i zmarła w wieku 33 lat. Niemeczek musiał zacząć od początku... Do numeru zaangażował matkę i siostrę. Obie były artystkami cyrkowymi. Wzbogacił swój pokaz o nowe numery, między innymi tzw. „ogród tysiąca kwiatów”. I znowu ruszył na podbój świata. Mając 45 lat, dorobił się zasłużonej emerytury, gdyż jako akrobata pracujący na arenie nieprzerwanie przez 27 lat mógł z niej skorzystać. Od tej chwili, poświęcił się wyłącznie czarodziejskiej sztuce. Z nową partnerka życiową Anną Leszczyną – aktorką estradową, na podstawie umowy z Pagartem, wyruszył do Bułgarii. Potem występowali w Emiratach Arabskich, Szwajcarii, Grecji a następnie w Niemczech – w parku rozrywki w Verden koło Bremen. Po powrocie do kraju, Niemczek związał swój los na dłuższy czas z iluzjonistą Stefanem Poźniakiem. A, że w Zdzisławie drzemie niespokojny duch, postanowił wypromować Annę Leszczynę, na samodzielną artystkę sztuki iluzji. Swój plan wcielił w życie przy pomocy oddanego mu kolegi i przyjaciela Kazimierza Kuźmy. Wkrótce Pani Anna – już z własnym programem – zaczęła podbijać zachodnie rynki. Występowała we Francji, Grecji i wielu innych krajach europejskich. Obecnie występuje w polskim cyrku. W 1999 roku Niemeczek wspólnie ze swoim bratem powołał do życia prywatny cyrk „Harry” (jego rodzice przed drugą wojną światową prowadzili cyrk o identycznej nazwie), ale po trzech miesiącach przedsiębiorstwo zbankrutowało, a jego założyciel pozostał bez grosza w kieszeni. Rad nie rad, w 2000 roku zaangażował się do największego w Polsce, prywatnego cyrku „Zalewski”. Podczas występów w Łodzi, jego rodzinnym mieście, dostał wylewu. Przeszedł rehabilitację, ale choroba pozostawiła swój ślad... Pozostała niesprawna ręka, która w znacznym stopniu ogranicza jego działalność artystyczną. W rozmowie ze Zdzisławem dowiedziałem się, że to on nabył od Janusza Goździka znaczną część rekwizytów pozostałych po słynnym Allachinim. I co tu jeszcze dodać? Chyba to, że kilkadziesiąt lat pracy artystycznej Zdzisława Niemeczka, zostało zauważone prze władze państwowe. Artystę odznaczono srebrnym i złotym krzyżem zasługi. Pan Zdzisław choć ciągle wędrował po świecie, zawsze przynajmniej myślami był blisko Krajowego Klubu Iluzjonistów. Już pierwszych latach powstania klubu pojawiał się na Kongresach a nawet wystąpił w jednym z przedstawień galowych. Od 1991 roku jest wiernym i lojalnym członkiem KKI. Niech żywi nie tracą ducha.
Caroni
Wszelkie prawa zastrzeżone dla autorów serwisu © Fenix